Do trzech razy sztuka - Kościelec zimą

  • Kategoria: Tatry
  • Opublikowano: piątek, 23, marzec 2018 18:51
  • eR.

Minionej zimy do Kościelca przymierzałem się dwa razy: pierwsza próba miała miejsce 19 stycznia 2017 r. i kiedy na Karbie zatrzymaliśmy się na kubek gorącej herbaty z termosu, zdjęte na chwilę rękawiczki z rąk zamarzły od środka. Temperatura w tym dniu na Hali Gąsienicowej wynosiła - 22 stopnie, zimno i wiatr skutecznie zniechęciły nas do próby wejścia na szczyt. Ponownie spróbowałem 16 lutego 2017 roku, już przy niewielkim mrozie i dobrej pogodzie. Wycieczka zamiast na Kościelcu, zakończyła się na Pośredniej Turni. "Rozpocząłem jakiś temat, a on nie chce się zamknąć" - tak Tomek Mackiewicz wspomniał w wywiadzie o swojej fascynacji Nangą. Takie też były moje odczucia w stosunku do Kościelca. W myśl przysłowia "do trzech razy sztuka" postanowiłem spróbować ponownie.

Na godzinę 8.00 rano kupiłem przez internet bilet na Kasprowy Wierch i z wierzchołka spokojnie zszedłem nad zamarznięty Zielony Staw. Pogoda dopisuje, od czasu do czasu "snują się" niewielkie chmurki i tylko dwóch turystów jest przede mną na podejściu na Karb. Na przełęczy zakładam raki i ruszam za dwójką wspinaczy. Stok którym prowadzi turystyczne podejście na górę jest bardzo specyficzny. Tuż nad przełęczą przechodzi się przez dużą, skalną ostrygę i mija na niewielkim polu śnieżnym kilka dużych, rozrzuconych głazów. Następnie przekracza się pierwszy, niewielki próg skalny (w kwietniu 2016 r. oberwał się tu grunt co spowodowało zejście lawiny na stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego) i obszarem śnieżno-skalnym dochodzi do dużego, otwartego terenu. Pole to rozciąga się aż do spiętrzenia skał pod szczytem, tam należy pokonać kolejne dwa progi by znaleźć się na wierzchołku.

Tym razem nie mam żadnych oporów przed wejściem na pochyloną pod kątem 30 stopni północną płytę góry. Warunki są bardzo dobre, śnieg zmrożony i nawet bez kijków (zapomniałem zabrać z zaparkowanego w Kuźnicach auta) idzie się szybko i pewnie. Zimowy wariant drogi wiedzie w miarę możliwości z dala od wschodnich i zachodnich, przepaściastych ścian Kościelca. Nie ma tutaj dużego zagrożenia lawinowego, jedynie największe pole śnieżne, na wysokości 2/3 ściany, przy dużej ilości świeżego puchu może stanowić jakiś problem. Dziś jest lawinowa 2, na podejściu świetny, twardy śnieg. Podszczytowa, wysoka skałka, w lecie wymagająca nieco wysiłku, obecnie obsypana jest śniegiem w którym wyrobione są stopnie pasujące dobrze pod raki. Na wierzchołku jestem sam ponieważ poprzednicy rozpoczęli już zejście w stronę Karbu. Pierwszy widok jaki narzuca się ze szczytu to panorama Orlej Perci. Najtrudniejszy szlak w Tatrach widać z Kościelca jak na dłoni, można przeanalizować spokojnie jego poszczególne etapy. Kolejna rzecz to Świnica - charakterystyczny, świński łeb potwierdza trafność użytej wobec niej nazwy. Na zachodzie prezentują swoje obłe kształty Czerwone Wierchy oraz nieco mniej dostojny z tej perspektywy Giewont. Natomiast grań główna ogranicza widoki na leżącą po stronie słowackiej część Tatr, na horyzoncie widnieje jedynie charakterystycznie zakrzywiony szczyt Krywania. Nieoczekiwanie na wierzchołku pojawia się niecodzienny gość. To Płochacz Halny, niewielki ptaszek nielicznie występujący między innymi w Tatrach.  Stworzenie nie okazuje zupełnie lęku, przez chwilę siedzi na stylisku mojego czekana i z gracją modelki pozwala fotografować się na śniegu zalegającym na szczycie.  Po chwili odlatuje spłoszony odgłosami wbijanej w śnieg dziaby. To  kolejny turysta wyłania się zza szczytowej skałki. Zbieram swoje szpeje i rozpoczynam zejście. Tej części wycieczki obawiałem się najbardziej, ale wbrew własnym niepokojom schodzi mi się naprawdę sprawnie i relatywnie szybko. Po 30 minutach jestem na przełęczy i kieruję się przez Halę Gąsienicową do Doliny Jaworzynki. Temat Kościelca w warunkach zimowych został zamknięty.

film Kościelec qr koscielec


statystyki