Gdy dźwięczą haki Świerza - Pośrednia Turnia zimą

  • Kategoria: Tatry
  • Opublikowano: czwartek, 16, luty 2017 11:04
  • eR.

Z tym trekkingiem od początku było coś nie tak. Gdy zastanawiałem się nad celem mojej zimowej wycieczki zakładając że chciałbym zmieścić się w siedmiu godzinach pieszej wędrówki, w rachubę wchodziły w zasadzie tylko szczyty w obrębie Doliny Gąsienicowej. Biorąc pod uwagę bardzo duże ilości śniegu jakie zalegają w tym roku w Tatrach i w związku z tym ciężkie warunki do uprawiania turystyki górskiej naturalnym wyborem stał się Kościelec. Szczyt wysunięty na północ, a przełęcz Karb będąca punktem wyjściowym do „ataku szczytowego” w warunkach zimowych jest w miarę bezpiecznie dostępna od strony Zielonego Stawu Gąsienicowego. Dodatkowo, do Murowańca można się dostać w ok. półtorej godziny z Brzezin. Jednak wewnętrznie czułem jakiś nieuzasadniony niepokój wcześniej nigdy przez mnie nie doświadczany. Z takim nastawieniem pojawiłem się w połowie lutego, jeszcze przed wschodem słońca w Brzezinach. Droga do "Murowańca", pełna w lecie „kocich łbów”, jest pięknie wyrównana przez śnieg i pomimo niezbyt widokowego charakteru tego szlaku idzie mi się bardzo dobrze. Trzysta metrów od schroniska delikatny wiatr przywiewa zapach palonego w piecu drewna, a przed schroniskiem kilka osób ustala szczegóły swoich planów na dzień dzisiejszy. Ruszam w kierunku Kasprowego i dolną stację wyciągu na Hali Gąsienicowej osiągam ok. 20 minut później. Przed chwilą Toprowcy przeprowadzili rekonesans nartostrady i po pozytywnej weryfikacji krzesełko właśnie zostaje uruchomione. Pokrywa śnieżna w Roztoce Stawiańskiej dochodzi do 1,8 metra, jeżeli nie będzie jakiś strasznych, wiosennych upałów myślę że po tej stronie doliny będzie można pojeździć na nartach do długiego weekendu majowego. Teraz „przesiadka” na czarny szlak w kierunku Świnickiej Przełęczy, a później na niebieski prowadzący na Karb. Cały obszar wokół stawów znajdujących się w tej części doliny jest przysypany śniegiem powyżej kosówki i poprzecinany dużą ilością wąskich ścieżek wydeptanych przez skiturowców oraz turystów pieszych, trzeba czujnie wypatrywać tych które prowadzą we właściwym kierunku.

O dziewiątej jestem na Karbie i obserwuję piękną, pochyloną pod kątem 30 stopni płytę tworzącą północną ścianę Kościelca. Ze względu na swoje położenie ściana ta przez większą część zimowych dni leży w cieniu, promienie słoneczne docierają w tym okresie tylko do stoków i wierzchołka Małego Kościelca. Postanawiam wejść jego na szczyt i tam założyć raki oraz przyjrzeć się dokładnie drodze prowadzącej na Kościelec. 18 kwietnia 2016 roku w okolicach pierwszego progu na północnej płycie góry nastąpił obryw skalny który spowodował śnieżno-skalną lawinę na stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Na szczęście nikt nie znajdował się w tym czasie na zagrożonym terenie i akcja TOPR-u która miała miejsce po tym wypadku była czysto profilaktyczna.

Ruszam w kierunku szczytu, ścieżka jest wyraźnie wydeptana ale śnieg nie sprzyja wędrówce - spodziewałem się „betonu” a jest głęboki oraz sypki i podążanie w górę wygląda trochę jak wchodzenie na bałtyckie wydmy w Łebie. Gdy przekraczam skałki pierwszego progu zatrzymuję się gwałtownie i nastawiam uszu – gdzieś w przestrzeni słychać metaliczne, regularne uderzenia. Adrenalina powoduje gwałtowny skok ciśnienia, ściągam kask i nasłuchuję, ale przez chwilę słychać tylko odgłosy pracujących krawędzi nart na stokach Kasprowego. Już mam ruszać dalej gdy dźwięk pojawia się ponownie – tym razem jest to nieregularne dźwięczenie. Może to Taternicy działają na wschodniej ścianie góry? Od razu przypomniała mi się legenda związana z górą: gdy w ścianie słychać metaliczne dzwonienie haków Świerza niechybnie przytrafi się słyszącemu te dźwięki nieszczęście. Nie jestem przesądny ale połączenie tego zdarzenia oraz własnych wątpliwości dotyczących tego wejścia powodują iż przerywam wspinaczkę i siadam na dużym głazie poniżej pierwszego progu. Kilka zdjęć i bez większego oporu schodzę na Karb. Z wejścia na szczyt nic dziś nie będzie, muszę znaleźć jakiś cel zastępczy. Na Świnicy byłem w lutym 2013 roku ale nigdy nie wchodziłem w zimie na Świnicką Przełęcz. To dosyć niebezpieczny szlak, głównie ze względu na zagrożenie lawinowe na stromym, ponad 30-stopniowym podejściu na przełęcz ze Świnickiej Kotlinki, górnego piętra Doliny Gąsienicowej. Jest jednak jeszcze dosyć wczesna pora i na szlaku nie powinno być tłoku zwiększającego zagrożenie. Szybko podjęta decyzja i po 40 minutach przekraczam próg Świnickiej Kotlinki. Z tej perspektywy mój cel prezentuje się niezwykle groźnie – małe wcięcie w niezwykle zaśnieżonym przesmyku pomiędzy Świnicą a Pośrednią Turnią. I dodatkowo to niezwykle strome podejście w których wydeptane są śnieżne stopnie. Staram się iść w miarę szybko i nie zatrzymywać się bez potrzeby obserwując jednocześnie stoki Pośredniej Turni. Wreszcie, z tętnem myślę w okolicach 150 uderzeń na minutę, przetaczam się przez szczerbę w nawisie. Stabilizuję puls podczas podziwiania widoków skąpanych w słońcu szczytów nad Doliną Walentynkową. Teraz jeszcze parę minut spokojnego choć dosyć stromego podejścia i robię dłuższy przystanek przy słupku granicznym 221 na Pośredniej Turni. Mam czas na analizę całej, z obecnej perspektywy zupełnie niedorzecznej sytuacji jaka zdażyła mi się na Kościelcu. Czy dzwięki które słyszałem były wytworem mojej wyobraźni, czy faktycznie grupa wspinaczy działała w którejś ze ścian góry? Czy targany wewnętrznymi roztekami dobrze zrobiłem rezygnując z dalszej drogi na Kościelec, czy powinenem kontynuować wędrówkę? Biorąc wszystkie okoliczności za i przeciw, dochodzę do wniosku że była to racjonalna decyzja - nic na siłę, trzeba postępować zgodnie ze swoim wewnętrznym przekonaniem, a w tamtej chwili najwyraźniej nie byłem nastawiony pozytywnie do zdobycia góry. Póki co odpuszczam dalsze dywagacje na ten temat i przechodzę spacerkiem granią główną na Liliowe. Umiejscowienie przełęczy na granicy Tatr Wysokich i Zachodnich nadaje jej właściwości wybitnie widokowych szczególnie w kierunku tych ostatnich. Świetnie można zaobserwować z tego miejsca szeroko wciętą pomiędzy Ciemniaka a Tomanowy Wierch Polski, obecnie niedostępną turystycznie, Tomanową Przełęcz. "Rzutem na taśmię" udało mi się w 2009 roku wejść na to szerokie siodło szlakiem przez Kamienisty Żleb. Z Liliowego odbijam  w kierunku Murowańca i dalej już trasą podejścia kieruję się do Brzezin.


statystyki