Rakoń przez Grzesia

  • Kategoria: Tatry
  • Opublikowano: poniedziałek, 12, marzec 2012 15:14
  • eR.

Do zdobycia Grzesia w ostatnich latach podchodziłem trzykrotnie. W październiku 2009 roku moja wycieczka na Wołowiec zakończyła się właśnie na szczycie Grzesia. Pogoda nie pozwoliła na dalszą wędrówkę. Podobnie było w marcu 2010 roku gdy zostałem praktycznie "zdmuchnięty" przez wiatr spod wierzchołka. Podczas powrotu z tej wyprawy byłem świadkiem pożaru schroniska w Dolinie Chochołowskiej. Zajął się ogniem gont dachowy najprawdopodobniej od iskry z komina. Akcję ratunkową utrudniały trudne warunki śnieżne jakie panowały w górnej części doliny, część ciężkiego sprzętu strażackiego nie mogła dotrzeć na Polanę Chochołowską. Dopiero w maju 2010 roku, gdy wreszcie udało mi się stanąć na Wołowcu, mogłem nacieszyć wzrok widokami jakie serwuje nam przyroda w trakcie trekkingu niebieskim szlakiem graniowym. Wtedy to postanowiłem przejść tę drogę w zimie, tym bardziej że jest to wędrówka obarczona niewielkim ryzykiem i stanowi żelazny punkt w dorobku każdego, zimowego turysty.
Trochę zniechęcająco działa na mnie konieczność przejścia całej, prawie dziesięciokilometrowej trasy od Siwej Polany do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Ten fragment szlaku, choć niewątpliwie urokliwy, gdy idzie się w pojedynkę jest niezwykle nużący. To odczucie szczególnie potęguje się w drodze powrotnej. Często w warunkach bezśnieżnych przymierzam Dolinę Chochołowską na rowerze mając na uwadze te niedogodności.
10 marca 2012 roku, o wyjątkowo późnej jak na mnie porze, docieram na Polanę Chochołowską. Jest godzina 12.30 gdy odbijam spod schroniska na żółto znakowaną ścieżkę prowadzącą na Grzesia. Na ten wyjazd miałem zamiar zabrać narty aby z Grzesia zjechać w dolinę nartostradą ale ostatecznie pomysł ten odrzuciłem. Czeka mnie więc marsz w obie strony, kwestię wyboru drogi zejściowej pozostawiam do rozstrzygnięcia na późniejszy czas. Odcinek ścieżki prowadzący w okolice Przełęczy Bobrowieckiej dłuży się niesamowicie. Wreszcie po wykonaniu dwóch gwałtownych nawrotów szlak wychodzi z kosówki i otwierają się pierwsze widoki na Bobrowiec i szczyty Tatr Zachodnich. Śnieg na otwartej przestrzeni jest dobrze ubity i zmrożony, nie grozi mi zapadanie się w puchu więc kopułę szczytową Grzesia osiągam bez problemu. Robię krótki postój fotografując dwie małe maskotki które dostałem od córki dla towarzystwa. Warto w pierwszą niedzielę po 15 czerwca wejść na wierzchołek, co roku organizowane jest tu tradycyjne spotkanie ludzi gór. To obyczaj wywodzący się od potajemnych zebrań opozycjonistów z Polski i Słowacji jakie miały miejsce na Grzesiu w czasach komuny.
Ramię odchodzące od Wołowca które przechodzi między innymi przez Grzesia to naturalna granica Wielkiego Europejskiego Działu Wodnego. Po granicy tej podążam dalej w kierunku Rakonia. Szlak prowadzi przez rozległe wypłaszczenie zwane Długim Upłazem. Widoki coraz przedniejsze, gdzieś zza stoków Wołowca wyłaniają się poszarpane granie Rohaczy. Ścieżka trochę większym nachyleniem wyprowadza na rozległy wierzchołek Rakonia. Widoki ze szczytu wspaniałe. Poniżej widnieją przysypane śniegiem Rohackie Stawy a wspomniane wcześniej Rohacze mamy teraz na pierwszym planie.
Po wschodniej stronie dokładnie można prześledzić przebieg graniowego szlaku przez Kulawiec, Trzydniowiański Wierch i Czubik na Kończysty Wierch a horyzont zamykają wierzchołki Tatr Wysokich. Z tego miejsca, przy sprzyjających warunkach można zejść pionowo w dół, bez trawersowania, do Wyżniej Doliny Chochołowskiej. Ja, po obowiązkowej sesji zdjęciowej, wybieram powrót traktem którym przyszedłem.
Na opisanej drodze (Polana Chochołowska-Grześ-Rakoń) praktycznie nie występują żadne zagrożenia. Trzymając się mniej więcej środka grzbietu nie jesteśmy narażeni ani na wędrówkę po znacznych stromiznach ani na śnieżne nawisy (brak na tym odcinku). Ze względu na dużą popularność jaką cieszy się ta trasa można liczyć na to że szlak będzie w znacznej mierze przetarty. Jedyne niebezpieczeństwo jakie może wystąpić podczas wędrówki to zgubienie drogi w warunkach ograniczonej widoczności bądź zamieci śnieżnej. W takim przypadku pozostaje nam powrót po śladach lub nawigacja za pomocą kompasu lub urządzenia GPS.