Wierzchołek taternicki Świnicy w zimie

  • Kategoria: Tatry
  • Opublikowano: czwartek, 28, luty 2013 15:20
  • eR.

Do zimowego wejścia na Świnicę przymierzałem się od dwóch sezonów, ale zawsze znajdował się jakiś inny, ciekawszy z mojego punktu widzenia szczyt. Ten wyjazd z kolei miał być związany z wycieczką na Czerwone Wierchy. Sprawy potoczyły się jednak zupełnie inaczej. Najzwyczajniej w świecie zaspałem i nie chcąc tracić tak słonecznego dnia postanowiłem ruszyć na Świnicę drogą graniową z Kasprowego Wierchu. Ze względu na późną porę na górę narciarzy zamierzałem dostać się kolejką linową z Kuźnic.
Po dojeździe do Zakopanego, parkuję jak zwykle za stacją benzynową BP, na parkingu wzdłuż Drogi na Bystre i łapię busa do Kuźnic. Pod kasami jestem chwilę po ósmej, jest czwartek i nie ma jeszcze dużej kolejki, więc jadę w pierwszym rzucie na górę. Jest piękna, słoneczna pogoda, panuje drugi stopień zagrożenia lawinowego z tendencją spadkową. Zakładam raki, stuptuty i ruszam w kierunku Beskidu.
Idę spokojnym tempem, delektując się widokami. Kolejne wagoniki wwożą na Kasprowy dużą ilość narciarzy, co jest tym bardziej dziwne, że jest już po feriach i w dodatku to prawie środek tygodnia. Widocznie więcej osób postanowiło skorzystać z jednodniowego okna pogodowego i wzięło sobie wolne. Całe szczęście po drodze mijam tylko jedną turystkę zmierzającą w kierunku Świnicy.
Jak zwykle na tym odcinku, uważam na nawisy tworzące się od północy na graniach. Na Liliowym stwierdzam, że śniegu miejscami jest około dwóch metrów, ale i tak jest go mniej niż w zimie 2009 roku, gdy pokonywałem ten właśnie odcinek szlaku. Pośrednią Turnię trawersuję od południa i na Świnickiej Przełęczy robię krótki przystanek. Poprawiam buty i paski raków, zamieniam kijki na czekan i rozpoczynam wspinaczkę.
Dobrze wydeptana ścieżka ostro nabiera wysokości od czasu do czasu prowadząc zakosami między skałami. Nachylenie jest spore, ale śnieg dobrze trzyma i wędrówka nie nastarcza trudności technicznych. Mniej więcej w połowie wysokości przy szlaku znajduje się wygodny, duży głaz który może posłużyć za miejsce odpoczynku. Można z tego miejsca, zachowując szczególną ostrożność, spojrzeć na północne stoki Świnicy oraz dolinę poniżej. Wyciągam termos z uchwytu przy pasie i raczę się gorącą herbatą z sokiem malinowym. Przez chwilę podziwiam wspaniale prezentujące się na południowym horyzoncie Niżne Tatry po czym ruszam w dalszą drogę.
Kilkadziesiąt metrów wyżej przekraczam niewygodny blok skalny częściowo zagradzający ścieżkę i mijam letni trawers prowadzący na wierzchołek główny. Po kilkunastu minutach dochodzę do wierzchołka taternickiego. Nie mam za bardzo na czym spocząć bo idę "na lekko", bez plecaka. Wierzchołek właściwy, znajdujący się kilkadziesiąt metrów na południowy - wschód, kusi swoją bliskością. Przejście na niego w pojedynkę to dla mnie za duże ryzyko.
Aparat fotograficzny w telefonie komórkowym ze względu na rozładowaną baterię odmawia działania. Mam ze sobą drugi, ratunkowy telefon, który zawsze ze sobą zabieram, ale to stara i niezawodna Nokia bez aparatu. Chwilę jeszcze obserwuję wspaniałe widoki oraz szusujących narciarzy w Kotle Gąsienicowym i rozpoczynam odwrót. Zejście dla mnie jest jak zwykle dużo trudniejsze niż wędrówka w górę. Ostrożnie tracę wysokość przystając na chwilę przy wspomnianym wcześniej kamieniu. Szczęśliwie i bez przygód schodzę na Świnicką Przełęcz i kieruję się w stronę Kasprowego. Na Liliowym mijam się z grupką osób zmierzających na zdobytą przeze mnie górę. Pytają o warunki na szlaku po czym zadowoleni z uzyskanych informacji szybko ruszają na podbój Schweinkopf. Mnie pozostaje już tylko zjazd wagonikiem na niziny.