W górach księżniczki Marianny Orańskiej

  • Kategoria: Sudety
  • Opublikowano: czwartek, 30, lipiec 2015 13:30
  • eR.

Góry mające w swojej nazwie pochodne wyrazu "śnieg" zawsze dawały mi solidnie w kość podczas prób wejścia na ich wierzchołki. Tak było ze Śnieżką, gdzie albo gęste chmury, albo metrowy opad śniegu, utrudniały mi wędrówkę, podobnie ze Śnieżnikiem, który zdobywałem podczas gęstej mgły i w czasie całego pobytu w jego masywie szczytowym przejaśniło się może na jakieś 20-25 sekund. Jedyny wyjątek to Śnieżnica, na której zawsze pogoda mi sprzyjała, choć warunki śniegowe również były niczego sobie. No cóż, najwyraźniej nazwa zobowiązuje...
Na starcie mam trzygodzinny poślizg - zamiast przed drugą nad ranem budzę się przed piątą, ale jasnoniebieskie kolory bezchmurnego nieba szybko motywują mnie do działania. Po porannej kawie, trochę z niepokojem wyruszyłem w ponad 300-kilometrową trasę, choć prognozy były optymistyczne i wszystkie portale meteo przepowiadały bezchmurne niebo nad całym naszym krajem. Gdy dojeżdżam w okolice Jeziora Nyskiego, na horyzoncie ukazują się pierwsze pasma sudeckie: czeskie Jesioniki oraz Góry Złote. Dla mnie, człowieka na co dzień obytego z widokiem Beskidu Wyspowego, Żywieckiego czy też Tatr, ta panorama jest czymś niezwykłym. Zatrzymuję się na poboczu by dokładniej przyjrzeć się rozległym łańcuchom górskim.

Aby dojechać najkrótszą drogą z południowo-zachodniej Polski w okolice żółtego szlaku na Śnieżnik, trzeba przeciąć niewielki fragment terytorium Czech, wąską i krętą drogą 457 prowadzącą przez okolice rezerwatu Raczy Wąwóz. Ten skrót prowadzi praktycznie do Lądka-Zdroju, gdzie pojawiają się kierunkowskazy na Stronie Śląskie i rezerwat przyrody Jaskinia Niedźwiedzia. W okolicach godziny 9.00, po opłaceniu 10 zł opłaty parkingowej, ruszam na podbój kłodzkiego kolosa.
Przy wejściu do rezerwatu "Jaskinia Niedźwiedzia" natrafiam na informację o braku możliwości zakupu biletów wstępu w dniu dzisiejszym do tego obiektu, widać zainteresowanie tą najdłuższą w Sudetach grotą przekroczyło możliwości organizacyjne właściciela (czyli Skarbu Państwa). Wędrówka zachodnimi stokami Gęsiej Gardzieli wyprowadza mnie na Przełęcz Śnieżnicką gdzie żółty szlak krzyżuje się z czerwonym. Z tego miejsca do schroniska pod Śnieżnikiem jest jeszcze kilkanaście minut marszu szeroką drogą, pełniącą rolę głównej trasy zaopatrzeniowej.
Pod "szwajcarką" nie ma jeszcze zbyt wielu turystów i mam możliwość spokojnego przyjrzenia się tej budowli ufundowanej w drugiej połowie XIX wieku przez księżniczkę Mariannę Orańską, byłą właścicielkę m.i. części Gór Bialskich i Masywu Śnieżnika. Schronisko, pomimo tego iż było wielokrotnie modernizowane i rozbudowywane, swoją główną bryłę ma niezmienioną od 1871 roku. Z hali rozpościera się ładna panorama na północno-zachodnie ramiona masywu ze Średniakiem, Smrekowcem i Czarną Górą.
Powyżej Hali pod Śnieżnikiem wiatr znacznie się wzmógł i znad terytorium Czech zaczęły napływać skłębione chmury, co zmusiło mnie do narzucenia szybkiego tempa marszu. Nie chciałem mieć powtórki sytuacji sprzed czterech lat gdy widoczność na wierzchołku ograniczyła mi gęsta mgła. Tym razem, na szczęście nic takiego nie będzie miało miejsca. Docieram do ruin kamiennej wieży widokowej i mogę tylko żałować faktu zburzenia tego obiektu - znaczne wypłaszczenie szczytu Śnieżnika uniemożliwia oglądnięcie pełnej panoramy we wszystkich kierunkach, aby ją zobaczyć muszę przespacerować się ścieżkami po wierzchowinie. Oportunistyczna postawa ówczesnych decydentów pozbawiona była jakiegokolwiek sensu, od dłuższego już czasu trwają próby zbudowania nowej platformy, niemniej forma i styl jaki prezentowała stara, kamienna baszta z niewielkim schronem na dole, raczej nie będzie zachowany.
W rejonie wierzchołka jest sporo do zobaczenia - źródła Morawy na południowym stoku, kamienny słoń patrzący w stronę szczytu Jesionika na południowym wschodzie, ruiny schroniska księcia Liechtensteina nieopodal słonika, Jaskółcze Skały na południowym zachodzie oraz gołoborza.
Z najwyższego szczytu pasma kieruję się w kierunku widniejącej w oddali platformy widokowej na Trójmorskim Wierchu. Góra ta jest punktem granicznym zlewisk trzech mórz: Bałtyckiego, Północnego i Czarnego. Droga prowadzi zielono znakowaną ścieżką przez Mały Śnieżnik, Goworek i Puchacza. Na południowych stokach Goworka zatrzymuję się przy gnejsowych skałach licznie występujących w tej części Sudetów - są one doskonałym punktem widokowym na Trójmorski i czeską Morawę. Przełęcz Puchacza wita mnie informacją przytwierdzoną nieopodal wiaty turystycznej z której wynika że rejon ten nawiedził niedawno huragan i większość dolin jest zamknięta dla ruchu turystycznego. Potwierdza się to chwilę później gdy zmuszony jestem do kluczenia wśród powalonych drzew tarasujących prawie cały odcinek szlaku pomiędzy Puchaczem a Trójmorskim Wierchem.
Wieża na Trójmorskim Wierchu to w zasadzie obiekt widokowo - przeciwpożarowy mający w swojej niedługiej historii (powstała pod koniec 2009 roku) dosyć ekstremalny incydent. W czerwcu 2011 roku uderzył w nią piorun uszkadzając na tyle konstrukcję, że została ona zamknięta. Ponowne otwarcie miało miejsce w 2011 roku, już po gruntownym remoncie. Widoki z platformy są niezwykle okazałe: przede wszystkim świetnie prezentuje się z niej Śnieżnik, pasmo pobliskiego, czeskiego Slamnika z infrastrukturą narciarską oraz Morawa. Po dłuższej sesji fotograficznej wracam na Przełęcz Puchacza, by tym razem zachodnimi stokami Małego Snieżnika wrócić pod schronisko PTTK.


stat