Maraton sudecki czyli jak zdobyć 9 wierzchołków "Korony" w 2 dni

  • Kategoria: Sudety
  • Opublikowano: czwartek, 08, wrzesień 2011 12:13
  • eR.

Najpierw  miało być czternaście wierzchołków w trzy dni ale przyjąłem że nie będzie to możliwe do zrealizowania. Odległości pomiędzy poszczególnymi pasmami górskimi, coraz krótszy, wrześniowy dzień oraz element losowy związany chociażby z dobrą pogodą przekreślił te plany. Po weryfikacji uznałem że dziesięć szczytów w trzy dni powinno udać się zaliczyć mając przy tym możliwość bardzo pobieżnego co prawda, zapoznania się z okolicznymi terenami.  Przygotowałem misterny plan logistyczny przedsięwzięcia, punkty noclegowe, trasę dojazdu oraz konieczne wyposażenie. Plan – planem, życie jak zwykle zweryfikowało zakładane cele.
Startuję z Krakowa 5 września o 2.00 nad ranem. W kierunku Dolnego Śląska poniesie mnie autostrada A4, w tej części podróży będę szybko pokonywał kilometry.  Trochę poniżej Opola zjeżdżam z A4 w kierunku Nysy. Chcę dostać się do Lądka Zdroju a stamtąd przez Stronie Śląskie do miejscowości Bielice. Sporą część tej trasy miałem możliwość poznać w czerwcu podczas wyprawy w Masyw Śnieżnika i na Rudawiec. Aby zbyt nie nakładać drogi za Paczkowem przecinam terytorium Czech kierując się na Javornik i Travnę. Lądek-Zdrój wita mnie porannym, wrześniowym chłodem ale również błękitnym niebem. W Stroniu Śląskim skręcam w lewo na Stary Gierałtów, asfaltowa droga kończy się pod leśniczówką w Bielicach.

"BIELICE"
Odrapany, biały kościółek; Śnieg, lód, marzec
Szczęście w chłodnym wnętrzu; Ślubny kobierzec.
Wracam do mych Bielic; Coraz częściej
Magia tych gór i lasów; Wciąga jak narkotyk
Każdą ścieżkę tu poznałem; A jednak każdy pobyt
Jest jak szczęścia dotyk; Jak kochanek niecierpliwie
Czekam na kolejny raz – Robert Błaszak

Bielice to nie tylko dobry punkt wypadowy na Kowadło czy Rudawiec. Historia wsi jest niezwykle ciekawa. W przysiółku Neu Bielendorf – Nowa Biela, urodził się  słynny rzeźbiarz śląskiego baroku Michael Klahr. Niesprawdzone pogłoski mówią o związkach Bielic z osobą Marka Hłaski – pisarza i kultowej postaci pokolenia. W latach 80-tych XX wieku na tutejszych szlakach spotykali się znani działacze opozycyjni:  Vaclav Havel późniejszy prezydent Czech, ks. Vaclav Malý – biskup praski, Jan Čarnogurský – premier Słowacji. Z polskich polityków wymienić można Jana Lityńskiego, Zbigniewa Bujaka, Adama Michnika i Jacka Kuronia. A okoliczne wzgórza i lasy kryją niejedną tajemnicę że wymienię tylko kamień z wykutą swastyką za „Łąkami”, historię Łyścca - bezleśnego wierzchołka ponad Bielicami czy domek myśliwski Królewny Marianny w Puszczy Jaworowej.
Ale wróćmy do szlaku na Kowadło – bo ten szczyt był pierwszy w moim zestawieniu – zaraz za ostatnimi domami ścieżka skręca ostro w lewo. Z tego miejsca cel mojej pierwszej wycieczki prezentuje się niezwykle okazale górując nad wsią.  Trzeba zachować czujność bo znakowana na zielono trasa opuszcza po jakimś czasie wygodną, bitą, leśną drogę którą wędrujemy i skręca ostro w prawo w las, jednocześnie ostro się wznosząc. Idziemy cały czas lasem, rzadko pojawiają się niewielkie prześwity przez które można zobaczyć położone naprzeciw Płoskę i Czernicę. Sam wierzchołek oznaczony jest tablicą i niewielką skałką. Jest 6.40 Pamiątkowe zdjęcia i zejście tym samym traktem do auta.
Najbliżej z tego miejsca będę miał na Kłodzką Górę, najwyższy szczyt Gór Bardzkich. Ruszam przez Lądek-Zdój, Żelazno do Kłodzka, gdzie skręcam w kierunku Złotego Stoku. Szczyt mam zamiar zaatakować z Przełęczy Kłodzkiej korzystając z niebieskiego szlaku. Przełęcz miała w czasach napoleońskich duże znaczenie strategiczne, w 1807 roku toczyły się tu zacięte walki. Na miejscu okazuje się że czeka mnie niezwykle strome podejście przez Grodzisko. Na niewielkim odcinku trzeba zdobyć ponad 250 metrów wysokości. Trawersując stoki Jeleniej Kopy podziwiam zbiorniki wodne w okolicach Paczkowa. Pod szczytem Kłodzkiej Góry, na krzyżówce szlaków skręcam na żółtą ścieżkę wyprowadzającą na wierzchołek. Pod żółtym słupkiem na górze robię zdjęcie o 9.00.
Godzinę później jestem już w drodze w kierunku Bystrzycy Kłodzkiej. W mieście skręcam w kierunku Nowej Bystrzycy chcąc dojechać do schroniska „Jagodna” na Przełęczy Spalonej. Spod schroniska ruszam na najwyższe wzgórze Gór Bystrzyckich. W początkowej części szlaku prowadzone są prace modernizacyjne  związane z budową nowych  tras biegowych w Górach Bystrzyckich i Orlickich. Pod amboną na Jagodnej melduję się o 11.25. Tu robię sobie mały odpoczynek na drewnianej ławeczce, z ambony podziwiam Masyw Śnieżnika i schodzę do samochodu.
Kolej na Orlicę. Zjeżdżam z Przełęczy Spalonej w stronę czeskiej granicy i podążam wzdłuż niej w kierunku miejscowości Duszniki-Zdrój. Kawałek za nieczynnym w tym dniu schroniskiem PTTK „Orlica” drogę krajową 389 przecina zielony szlak z Polanicy-Zdroju prowadzący pod najwyższy w Polsce wierzchołek Gór Orlickich. Szczyt osiągam o 13:30 w towarzystwie grupy niemieckich turystów których wyjątkowo sporo kręci się po okolicy. O 14:00 jestem przy samochodzie i ruszam w kierunku Gór Stołowych. Na razie pogoda mi sprzyja, choć powietrze nie jest już tak przejrzyste jak przedpołudniem. Na godziny wieczorne zapowiadane są przejściowe burze.
W Góry Stołowe podążam od strony Radkowa, oglądając po drodze zbudowany w XVI wieku zamek w Ratnie Dolnym.  Gdy wjeżdżam w Drogę Stu Zakrętów pojawiają się pierwsze krople deszczu. Postanawiam zatrzymać się w „Pasterce”, zjeść coś i poczekać na dalszy rozwój wypadków. W schronisku trwają jakieś drobne prace remontowe, jestem jednym z nielicznych gości i bez problemu dostaję czwórkę do użytku własnego. Na stołówce zjadam fasolkę po bretońsku obserwując jak za oknem rozpoczyna się ulewa. W pokoju dokonuję przeglądu moich dzisiejszych dokonań. Cztery szczyty zaliczone, gdyby nie załamanie pogody zachód słońca oglądałbym na Szczelińcu Wielkim. Pomimo znacznego zmęczenia jeszcze długo nie mogę zasnąć słuchając odgłosów szalejącej za oknami burzy.
O świcie budzę się z obawą o dzisiejszy stan pogody. Niestety nie wygląda to zbyt dobrze, spore zachmurzenie, dodatkowo otoczenie schroniska otaczają pasma gęstej mgły. Pakuję plecak, zjadam kanapkę i bacząc aby nie hałasować opuszczam gościnne progi „Pasterki”. Cisza nocna kończy się o 7.00 a jest nieco po 6.00. Przede mną 665 schodów ułożonych w 1814 przez Franza Pabla, sołtysa pobliskiego Karłowa, które muszę pokonać aby wejść na rozległy wierzchołek. O 6:50 melduję się pod tablicami upamiętniającymi wizyty znamienitych osobistości które gościły w tym miejscu. Szczeliniec odwiedził chociażby Johann Wolfgang von Goethe czy John Quincy Adams, przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych. I tu kolejna niespodzianka: zaczyna się przejaśniać, z każdą chwilą błękitnego nieba jest coraz więcej. Chyba tylko ze względu na wczesną porę samotnie zwiedzam niezwykłe formy skalne powstałe wskutek zwietrzenia piaskowca. Góra zdecydowanie wiedzie prym wśród zaliczonych do tej pory wierzchołków. Z przykrością opuszczam Góry Stołowe mając na uwadze napięty harmonogram. O 8.30 jadę już w kierunku Gór Kamiennych.
Jadę równolegle do Gór Sowich przez Nową Rudę i Głuszycę by w tej ostatniej skręcić na Rybnicę Leśną. Dojeżdżam, mijając po drodze kamieniołom melafiru, pod schronisko PTTK „Andrzejówka”. Zachęcony niezwykle pochlebnymi ocenami zaglądam do środka i zamawiam drugie śniadanie: jajecznicę na maśle plus herbata z cytryną. Za oknami, na tle bezchmurnego nieba, pręży się potężna sylwetka Waligóry. Od uczynnego gospodarza schroniska otrzymuję kilka wskazówek dotyczących ścieżki wejściowej na tę górę. Ma być ostro i sporo uciążliwych, obsypujących się spod nóg, drobnych kamieni na szlaku. Informacje potwierdzają się w 100 procentach, mocno zdyszany, o 10:15 oglądam kamienny słupek wieńczący szczyt. Schodząc, spoglądam na widoczny w oddali, kolejny cel mojej wędrówki, oznaczony wielkim stalowym krzyżem Chełmiec.
Do Wałbrzycha mam przysłowiowy „rzut beretką”  więc pod masywem Chełmca jestem chwilę po 11.00. Przez moment zastanawiam się czy zostawić auto pod budynkiem Leśnictwa Biały Kamień ale otwarty szlaban zachęcił mnie do kontynuowania jazdy. Jak się później okazało, obok szlabanu jest zakaz wjazdu dla pojazdów samochodowych na teren Lasów Państwowych. Postanowiłem podjechać jak najdalej będzie to możliwe i w ten sposób dojechałem samochodem…pod krzyż na szczycie Chełmca. Niestety, wieża widokowa z powodu remontu była zamknięta. O 12.00 rozpoczynam zjazd, chcąc uniknąć ewentualnego spotkania z leśnikami, tym razem kieruję się szutrową drogą na Boguszów. Bez przygód dojeżdżam do Kamiennej Góry i biorę azymut na Rudawy Janowickie.
Parkuję pod gospodarstwem agroturystycznym „Czartak” w Czarnowie po czym ruszam zielonym i równocześnie niebieskim szlakiem. Pod kopułą szczytową Skalnika odbijam w prawo wybierając już tylko znakowaną na niebiesko ścieżkę. Po drodze zwiedzam jeszcze niezwykle ciekawe formacje skalne zakończone platformą widokową a zwane Ostrą Małą.  Widać stąd doskonale gołoborza znajdujące się na północno-zachodnich stokach góry, ale równie dobrze można podziwiać pasmo Karkonoszy ze Śnieżką na pierwszym planie. Do prawidłowego wierzchołka jest z tego miejsca jeszcze kilkaset metrów. Docieram tam o 15:45 i robię sobie zdjęcie przy ułożonym z drobnych kamyczków napisie Skalnik.
Przyszła kolej na Góry Kaczawskie. Przez Kaczorów dostałem się do Wojcieszowa. W tej chwili miałem jeszcze w planie po wizycie na Skopcu odwiedzić Izery aby wejść na Wielką Kopę więc szukałem miejsca z którego będzie możliwe jak najkrótsze wejście na największy szczyt Gór Kaczawskich. Z szosy wojewódzkiej żółty szlak odbijał w stronę zachodnią i prowadził dosyć dobrą, gruntową drogą. Podjechawszy dosyć wysoko zostawiam samochód i ruszam dalej pieszo. Na Skopcu jestem o 17:25 a dokładne miejsce gdzie znajduje się opatrzony słupkiem geodezyjnym wierzchołek oznaczone jest strzałką ułożoną z drobnych kamyków. Idąc w stronę auta rozważam dalsze swoje kroki w dniu dzisiejszym. Prognoza pogody przewiduje nadejście frontu atmosferycznego z opadami deszczu tej nocy. Mnie jednak kusi aby chociażby przy świetle czołówki zdobyć jeszcze Wysoką Kopę. Jadę do Jeleniej Góry i tankuję pojazd. Nad miastem pięknie prezentują się Karkonosze w świetle zachodzącego słońca. Ale niebo od zachodu zaciągnięte jest ciemnymi chmurami. Podejmuję decyzję o zakończeniu wyprawy. W ciągu dwóch dni zdobyłem dziewięć sudeckich szczytów zaliczonych do KGP. W dobrym nastroju obieram kierunek powrotny i wracam do domu. Ale jeszcze tu wrócę na nieco dłużej  – obiecuję sobie będąc pod wrażeniem wywartym szczególnie przez Góry Stołowe.