Szlakiem Orlich Gniazd - od Olsztyna po Ogrodzieniec

  • Kategoria: Jura
  • Opublikowano: środa, 30, lipiec 2014 12:11
  • eR.

Przemierzając terenową trasę  po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nie byłem w stanie poświęcić na tyle dużo czasu by w ciągu jednego dnia zwiedzić wszystkie interesujące miejsca, a w szczególności dawne grody i warownie na Szlaku Orlich Gniazd. Postanowiłem wówczas wrócić na ten szlak wspólnie z Leną by zapoznać się z tymi szczególnymi miejscami.
Szlak Orlich Gniazd to jeden z najstarszych w Polsce wyznaczonych szlaków turystycznych - widnieje pod numerem pierwszym w ogólnopolskim rejestrze znakowanych szlaków pieszych. Szlak pieszy o długości 164 km, opisany i utworzony został przez Kazimierza Sosnowskiego w 1950 roku, ale prace nad nim rozpoczęły się już w 1927 roku. Szlak Orlich Gniazd jest oznakowany kolorem czerwonym, posiada również swoją wersję rowerowa, konną i off-roadową, wszystkie jednakże o innym przebiegu niż trasa piesza. Szlak Orlich Gniazd przebiega przez Wyżynę Krakowsko-Częstochowską (zwaną często Jurą Krakowsko-Częstochowską), znaną z malowniczego ukształtowania terenu, licznych wapiennych ostańców skalnych, jaskiń krasowych, bujnej przyrody. Tym, co najbardziej wyróżnia Szlak Orlich Gniazd są jednak średniowieczne zamki i strażnice. To im zawdzięcza swą nazwę: jurajskie zamki - jak orle gniazda - budowane były najczęściej na szczytach wzniesień, pośród trudno dostępnych skał wapiennych. Pierwsze grody obronne, które chronić miały szlaki handlowe w tworzącym się państwie piastowskim, wzniesiono na początku drugiego tysiąclecia. W XIV wieku za czasów panowania Kazimierza Wielkiego na pograniczu polsko-czeskim wybudowano szereg warownych zamków m.in. w Ojcowie, Olsztynie, Lelowie, Bobolicach i Mirowie, w celu zabezpieczenia ówczesnej stolicy - Krakowa i ochrony granic państwa. Powstał w ten sposób system obronny zamków, uzupełniony niewielkimi strażnicami, ufortyfikowanymi  klasztorami i kościołami. Duży wkład w utworzenie takiego systemu wniosły również możne  rody szlacheckie, które wybudowały na tym terenie swe warowne siedziby m.in. w Ogrodzieńcu, Smoleniu, Bydlinie, Pilicy, Morsku, Udorzu, Rabsztynie, Pieskowej, Skale, Korzkwi, Lipowcu i Rudnie. Dziś większość tych wspaniałych budowli możemy oglądać jako ruiny. Przyczyniły się do tego głównie wojny w okresie tzw. "potopu szwedzkiego", w czasie których ograbiono i zniszczono większość zamków. W ostatnim czasie podjęte zostały rekonstrukcji tych historycznych budowli - prywatni właściciele odbudowali z ruin zamki w Bobolicach i Korzkwi.

Zamki na szlaku Orlich Gniazd:

  • Zamek w Olsztynie
  • Zamek w Ostrężniku
  • Zamek w Mirowie
  • Zamek w Bobolicach
  • Zamek "Bąkowiec" w Morsku
  • Grodzisko na Górze Birów
  • Zamek Ogrodzieniecki w Podzamczu
  • Pałac w Pilicy
  • Zamek w Smoleniu
  • Zamek w Bydlinie
  • Zamek w Rabsztynie
  • Zamek w Pieskowej Skale
  • Zamek na Złotej Górze w Ojcowie
  • Zamek w Korzkwi

Klamrą spinającą są Wawel i Jasna Góra.

Do punktu startowego którym jest wieś Olsztyn pod Częstochową docieramy najpierw drogą krajową nr 94, a później słynną "Gierkówką". W miejscowości która jeszcze w drugiej połowie XIX wieku miała prawa miejskie parkujemy samochód u stóp góry zamkowej i jedną z wielu wydeptanych ścieżek docieramy do rozległych ruin. Zamek powstał za panowania Kazimierza Wielkiego w XIV wieku jako jedna z wielu warowni na pograniczu śląsko-małopolskim. Wielokrotnie przebudowywany, a przy okazji najazdów grabiony, przetrwał w obecnej formie do dnia dzisiejszego. W dość dobrym stanie prezentują się obie, główne wieże: cylindryczna i kwadratowa. Pod koniec lat 90-tych XX wieku na zamku był organizowany międzynarodowy pokaz pirotechniki i laserów na którym miałem okazję być dwukrotnie w latach 1996-97.

Po obejściu ruin podjeżdżamy na skraj Gór Sokolich by ze skałek Lipówki zobaczyć panoramę zamku oraz posilić się drugim śniadaniem. Przy okazji pobytu w tym miejscu warto zwrócić uwagę na nieprawdopodobnej wielkości motyle gatunku "Papilio machaon" których w miesiącach letnich jest tutaj mnóstwo. Następnie przez kolejne kilkanaście kilometrów przemieszczamy się drogami gruntowymi zatrzymując się po drodze przy kilku pasących się rumakach, które częstujemy zabranymi na wycieczkę jabłkami. Zastanawiam się dlaczego wszystkie mają zasłonięte oczy - nic nie wskazuje by coś mogło je w okolicy płoszyć...
Przed Siedlcami wjeżdzamy na Pustynię Siedlecką, kilkuhektarowy obszar byłego wyrobiska piasków formierskich gdzie udaje nam się wejść na kilka piaszczystych wydm. Na terenie tym można legalnie popróbować swych sił w sportach motorowych, organizowane są również coroczne biegi pustynne. Wreszcie Gościńcem Mirowskim docieramy pod Zamek w Mirowie. Gościniec ten łączący Żarkami z Mirowem, bywa również zwany Królewskim Traktem. Wzdłuż trasy rozciąga się rozległy płaskowyż z kilkoma wyniosłymi wzgórzami. Atutem tego miejsca są łąki, pola, zagajniki sosnowe i gdzieniegdzie jurajskie ostańce. Nieopodal znajduje się lipa „Babka", pomnik przyrody. Krążą o niej różne podania. Jedno z nich głosi, iż król Jan III Sobieski, zdążając z wojskiem z Krakowa do Częstochowy na Jasną Górę, przed wyprawą na Wiedeń w 1683 r., tu odpoczywał i pisał jeden ze słynnych listów do Marysieńki. Trakt Mirowski był od wieków najkrótszym połączeniem komunikacyjnym między miasteczkiem Żarki słynącym z handlu i usług, a zamkami w Mirowie i w Bobolicach. Przez stulecia wykorzystywali go chłopi jako dojazd do pól oraz na jarmarki do Żarek. Jeździły tu karawany kupieckie i cygańskie tabory. Trasa służyła i służy pątnikom zmierzającym z Małopolski do Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin słynącej z licznych łask. Postój dla pielgrzymów w Klasztorze Ojców Paulinów w Żarkach Leśniowie jest często przystankiem w dalszym wędrowaniu na Jasną Górę.

Robi się gorąco, ustalamy wspólnie że w pierwszej kolejności przejdziemy się czerwonym szlakiem prowadzącym przez malownicze Mirowskie Skałki pod warownię w Bobolicach, jak się uda to zjemy tam jakiś szybki obiad, a w drodze powrotnej oglądniemy Mirowski Zamek i schłodzimy się lodami ze sklepiku nieopodal parkingu. Ta ostatnia opcja przekonuje Lenkę do akceptacji tego misternego planu. Czerwono znakowana ścieżka pnie się górą wśród wapiennych ostańców. Całe szczęście pewna część szlaku prowadzi przez las i gęste zarośla, dzięki temu wędrujemy przez pewien czas w cieniu. Po 30-minutowym marszu ukazuje się odrestaurowany obiekt w Bobolicach.
Wizerunek twierdzy wzbudza sporo kontrowersji - pomimo iż odbudowę nadzorowali fachowcy z dziedziny archeologii i historii jego obecny kształt nie opiera się na żadnej dokumentacji - nie dotrwała ona do naszych czasów. Przy rekonstrukcji kierowano się układem ruin oraz wyglądem okolicznych grodów z tego okresu. Ciekawostką jest również fakt, że zamki w Mirowie i Bobolicach wraz z terenami do nich przyległymi są własnością osób prywatnych.
W przyzamkowej restauracji zamawiamy skromny obiad: zupę pomidorową z ryżem dla Leny oraz pierogi szlacheckie dla mnie. Najedzeni wracamy w stronę Mirowa ale tym razem obchodzimy skały u ich podnóża po północnej stronie. To był dobry wybór - przy sporej wychodni na której grupa wspinaczy walczy z wysokością natrafiamy na Jaskinię Stajnia. Po przeczytaniu informacji przy jej wylocie nie pozostaje nam nic innego jak zagłębić się w jej chłodnym wnętrzu.

Jaskinia Stajnia.

W 2008 roku, na terenie Grzędy Mirowsko-Bobolickiej należącej do rodziny Laseckich, odkryto pierwsze w Polsce szczątki Neandertalczyka, nazwanego od razu przez dzieci Bobolusem Jurajskim. Znaleziska w Jaskini Stajnia dokonał zespół archeologów Uniwersytetu Szczecińskiego, który rozpoczął prace w roku 2006. Prowadzone wykopaliska dostarczyły wielu ciekawych znalezisk, z których najcenniejszymi okazały się trzy zęby trzonowe przedstawicieli człowieka neanderatalskiego. Odkrycie jest unikatowe, gdyż jak dotąd na terenie Polski odnajdywano jedynie ślady Neandertalczyków, takie jak pozostałości narzędzi, czy obozowisk. Zęby stanowią bezpośredni dowód na istnienie polskiego Neandertalczyka. Na jednym z zębów odkryto ślady używania wykałaczek. Poza zębami Neandertalczyków w namulisku jaskini znaleziono krzemienne narzędzia, wyroby z z poroża renifera, ślady paleniska, a także fragmenty kości niedźwiedzi, mamutów oraz nosorożców włochatych. Bardzo ciekawym znaleziskiem okazał się zbiór tzw. buł krzemiennych, z których wyrabiano narzędzia. Krzemień, który naturalnie nie występuje w jaskini został sprowadzony z dalszych okolic i złożony w grocie, która służyła jako prehistoryczny magazyn. Jest to jedyne takie znalezisko pochodzące z tego okresu w całej Europie.
Wizyta w jaskini napawa Lenkę mnóstwem pytań typu: "czy aby znaleziony w niej jaskiniowiec nie padł ofiarą tygrysa szablozębnego?" lub "może zmarł w jaskini ze starości?". Dyskutując na te i tym podobne tematy docieramy do mirowskich ruin. Zamek jest na etapie prac konserwatorskich i nie można wejść na jego teren. Kilka zdjęć i idziemy na obiecane lody.

Zamek Mirów.

Zamek został zbudowany przez króla Kazimierza Wielkiego około połowy XIV wieku. Początkowo zamek tworzyła kamienna strażnica podległa pod pobliski Zamek Bobolice, która wraz z nim wchodziła w skład systemu obronnego znanego dziś jako „Orle Gniazda". W roku 1370 warownia stała się lennem Władysława Opolczyka nadanym mu przez Ludwika Węgierskiego. W roku 1396 Zamek Mirów zostały zbrojnie odebrany przez Władysława Jagiełłę i wcielony do dóbr królewskich. Poczynając od tego momentu warownia przechodziła w ręce kolejnych rycerskich rodów. W roku 1399 Mirów należał do pierwszego prywatnego właściciela, Krystyna z Koziegłów herbu Lis który znacznie rozbudował Zamek. Pod koniec XV w rodzina Lisów z Koziegłów dobudowała do niego okazałą wieżę mieszkalną. W wyniku rodzinnych niesnasek Zamek zmieniał właścicieli pozostając jednak do roku 1489 w kręgu rodzinnym Koziegłowskich. Czasy największej świetności Zamku rozpoczęły się pod koniec XV wieku. Stał się on wtedy własnością rodu Myszkowskich, którzy rozbudowali Zamek i władali nim przez kole 144 lata. Myszkowscy otrzymali od włoskiego Księcia Gonzagi tytuł margrabiowski ściśle związany z Zamkiem Mirów. Od tego czasu nazywali się „Margrabiami na Mirowie" (Marchio de Mirow). Z czasem Myszkowscy przenieśli się do Pińczowa, a w 1633 roku Zamek sprzedali Korycińskim. W roku 1652 Zamek przejęli Męcińscy, którzy byli w jego posiadaniu aż do XIX wieku.
Zamek Mirów mocno ucierpiał podczas „potopu szwedzkiego" kiedy w 1657 roku wojska gen. Mullera zniszczyły znaczną część murów. Mimo prac remontowych prowadzonych przez Męcińskich, Zamek powoli popadał w ruinę i ostatecznie został opuszczony w roku 1787. Warownia stała się źródłem  kamiennego budulca dla okolicznych mieszkańców, co przyspieszyło jej spustoszenie. Mimo, iż jeszcze I w XIX wieku wiele elementów architektonicznych Zamku było w świetnym stanie, ulegał on dalszemu niszczeniu. W latach 20-tych XX w zawaliła się ściana nośna konstrukcji dachu wraz z kominem.  W roku 1937 zawaliła się południowo-zachodnia  ściana wieży mieszkalnej widoczna jeszcze na zdjęciach z lat 30-tych. Na początku lat 60. XX wieku  Zamek próbowano zabezpieczać jako trwałą ruinę. Zastosowane środki okazały się jednak niedostateczne. W latach 70-tych i 80-tych zawaliła się część ścian zamku górnego i średniego oraz sklepienie łukowe w najstarszej części zamku  górnego. Stan Zamku nadal systematycznie się pogarszał. W 2006 roku rodzina Laseckich - obecnych właścicieli Zamku Mirów - rozpoczęła prace zabezpieczające mające na celu ratowanie tego cennego zabytku. Na zlecenie przedstawicieli rodziny Laseckich: senatora Jarosława W. Laseckiego i jego brata Dariusza Laseckiego rozpoczęto szereg badań: archeologicznych, historycznych, stratygraficznych, ikonograficznych i architektonicznych, na podstawie których opracowywany jest najbardziej optymalny sposób zabezpieczenia bobolickich rum. Obecnie nie jest  możliwe zwiedzanie wnętrza  Zamku, który ze względu na zagrożenie jakie stwarzał dla turystów musiał zostać ogrodzony. Docelowo Zamek Mirów zostanie udostępniony dla ruchu turystycznego, planowana jest również częściowa rekonstrukcja zawalonych ścian.

Na południe od Traktu Mirowskiego, w odległości około 500 metrów znajduje się Jurajska Kuesta . To fragment terenu od Żarek po osadę Jaworznik, charakterystyczny ze względu na próg skalny (zwany kuestą), i ciągnący się od Kluczy koło Olkusza aż do Częstochowy. Ta naturalna forma rzeźby terenu powstała w wyniku zróżnicowanej odporności na niszczenie warstw skalnych. Jej wysokość względna wynosi koło Żarek 70 m. Krawędź kuesty sięgającą do 390 m n.p.m. budują twarde wapienie jury górnej. Ku południowemu zachodowi próg opada stromo do pradoliny Warty, skąd roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków jurajskich. Wapienne podłoże Wyżyny Częstochowskiej sprawia, że wody opadowe uciekają w głąb ziemi kanałami krasowymi. Sieć rzeczna jest słabo rozwinięta. Na powierzchni terenu woda pojawia się dopiero pod kuestą, dlatego w gminie Żarki mamy do czynienia z licznymi źródłami. Najbardziej znane bije w Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin.
Przy przecięciu Głównej Magistrali Kolejowej zatrzymujemy się przy wojennym cmentarzu z okresu I wojny światowej. Zabytkowa nekropolia w Kotowicach jest trzecim, co do liczby pochowanych wojennym cmentarzem jurajskim. Powstał bezpośrednio po walkach toczonych tu w listopadzie 1914 roku. Ostateczny wygląd cmentarz uzyskał w latach 1917 - 1918. Pierwotnie spoczywało tu około 800 żołnierzy armii austriackiej, niemieckiej i rosyjskiej. Po przeprowadzonej przez polską administrację w 1936 roku akcji komasacyjnej przeniesiono tu zwłoki poległych i wyposażenie nagrobne z likwidowanych nekropolii wojennych mieszczących się pierwotnie w Przewodziszowicach, Podgaju, Ludwinowie, Nowej Wsi, Jaworzniku, Łutowcu, Hucisku, Parkoszowicach i Morsku. Wśród pochowanych są między innymi polegli narodowości polskiej, czeskiej, słowackiej, węgierskiej oraz liczni Bośniacy z I Bośniacko-Hercegowińskiego Pułku Piechoty walczącego w składzie II Korpusu Armii Austro-Węgierskiej. Obecnie spoczywa tutaj prawie 2000 poległych żołnierzy Wielkiej Wojny 1914 -1918. Kolejne kilkanaście kilometrów i robimy przedostatni przystanek na trasie przy odkrywkowych kopalniach wapienia. W odkrywkach znajduje się jeszcze sporo odcisków amonitów, klika najładniejszych pada łupem Leny. Znajdą miejsce na naszym balkonie w Krakowie.

W okolicach godziny siedemnastej jesteśmy w Podzamczu. Objeżdżamy zamek wokoło i parkujemy nieco poniżej hotelu "Poziom 511". Swoją drogą bardzo ciekawy obiekt. Labirynt prowadzący pomiędzy skałkami doprowadza nas pod Zamek Ogrodzieniec. Jestem zaskoczony aktywnością córki - jest już na nogach ponad 10 godzin i gorąco namawia mnie abyśmy wykupili bilety wstępu na zwiedzanie zamku. Pierwsze kroki po przekroczeniu murów robimy do sali tortur, zgromadzone tam eksponaty wywołują kolejny potok pytań ze strony dziecka. Teraz przychodzi kolej na to co kryje dziedziniec warowni. Trasa prowadząca po poszczególnych poziomach, ubezpieczona jest w niektórych miejscach niewielkimi łańcuchami, co jest dodatkową atrakcją dla dzieci, a na najwyższy poziom baszty kredencerskiej prowadzi stroma drabinka. Po ponad godzinnym zwiedzaniu opuszczamy zamek. To już koniec wycieczki na dzień dzisiejszy, pełni wrażeń wracamy do domu.

Zamek Ogrodzieniec.

Budowla usytuowana jest na Górze Janowskiego - najwyższym wzniesieniu Jury Krakowsko-Częstochowskiej (515 m. n.p.m.). Z powodu braku dostatecznych i wiarygodnych źródeł historycznych początki ogrodzienieckiej warowni giną w mroku dziejów, ale zapiski mówią już o budowie zamku murowanego z czasów Kazimierza Wielkiego, jako fundacji królewskiej. Wcześniej, podobno istniał w tym miejscu ogrodzony, drewniano-ziemny gród. Natomiast pierwsza, historyczna informacja o ogrodzienieckiej warowni pochodzi z roku 1386, kiedy to król Władysław Jagiełło, nadał zamek wraz z przyległymi włościami Włodkowi z Charbinowic herbu Sulima. Ten rycerski ród władał zamkiem do 1470r. W kolejnych latach Ogrodzieniec zmieniał właścicieli, aż do 1523 roku. Wtedy warownię posiadł Jan Boner, zamożny żupnik i radca krakowski, zaufany króla. Największy okres świetności zamku przypada na lata 1530-1560 i rządy Seweryna oraz Stanisława Bonera, którzy rozbudowując zamek uczynili z niego wyjątkową, renesansową rezydencję magnacką, porównywaną do krakowskiego Wawelu. Najazdy arcyksięcia Maksymiliana Habsburga oraz Szwedów w XVI, XVII i XVIII wieku rozpoczęły etap upadku wielkiej twierdzy. Obecny stan ruin zamku jest wynikiem prac konserwatorskich.


statystyki