Przez uroczyska Lasu Tynieckiego

  • Kategoria: Jura
  • Opublikowano: czwartek, 29, styczeń 2015 12:06
  • eR.

Po dwóch dniach opadów śniegu liczyłem wreszcie na jakieś "rakietowanie", bo ostatniej wycieczki z użyciem tego sprzętu nie byłem w stanie sobie przypomnieć. I choć mglisty poranek nie napawa optymizmem, postanawiam zabrać rakiety i przejść pętlę po Bielańsko-Tynieckim Parku Krajobrazowym, tym bardziej, że od Lasu Tynieckiego wchodzącego w skład Parku, dzieli mnie w linii prostej mniej niż 5 kilometrów. Mieszkanie w południowo-zachodniej części Krakowa ma swoje plusy...
W dzielnicy Skotniki, przy ul. Obrony Tyńca usytuowany jest leśny parking, gdzie rozpoczyna się ścieżka edukacyjna po Lesie Tynieckim. Pewne jej fragmenty pokrywają się z przebiegiem zielonego szlaku, którym zamierzam dziś wędrować. Niestety rakiety mogę śmiało zostawić w samochodzie, na ziemi zalega raptem 10 do 15 cm śniegu, w tych okolicznościach sprzęt byłby tylko zbędnym balastem. Po kilkuset metrach ścieżki edukacyjnej, tuż przy drugiej tablicy informacyjnej, odbijam na zachód w stronę Ostrej Góry, gdzie odnajduję zielone znaki szlaku.
Skała, na której zlokalizowany jest punkt widokowy zbudowana jest ze skalistych wapieni jurajskich. Są to wapienie zwarte, masywne o słabo widocznym warstwowaniu i rzadkich śladach fauny prehistorycznej, która występując tu niegdyś w ogromnych ilościach utworzyła z wapiennych części swoich ciał obecne skaliste pokłady. Specyficzny mikroklimat i podłoże tego miejsca spowodowały, że występowały tu licznie rośliny ciepłolubne, tworzące zbiorowisko muraw kserotermicznych. Bogaty i unikatowy był też świat fauny owadziej, zwłaszcza motyli. Obecnie obszar roślinności ciepłolubnej znajduje się w stadium przejściowym - na skutek działalności człowieka (wylesień okresie XVII - XIX wieku i gospodarki wypasowej) i późniejszej sukcesji naturalnej coraz liczniej pojawiają się tu pospolite rośliny leśne oraz towarzyszące człowiekowi.
Ze szczytu roztacza się dość ograniczona panorama na wzgórza Lasu Tynieckiego, chwilowa poprawa widoczności powoduje, iż na horyzoncie pojawia się masywna sylwetka Babiej Góry.
Po tej kilkuminutowej wizycie na Ostrej Górze ruszam wydeptaną ścieżką w kierunku Kozobicy. Na zielonym szlaku pojawiają się pierwsi biegacze - teren ten jest popularnym miejscem rekreacyjnym dla okolicznych mieszkańców. Scieżka łagodnie wznosząc się i opadając prowadzi przez sosnowo-jodłowo-bukowy las, trawersuje stoki Kozobicy, Guminka i Stępnicy aż do osiągnięcia pierwszych zabudowań Tyńca. Tu rozpoczyna się około 2 kilometrowy, asfaltowy odcinek którym docieram do podnóża zalesionego Grodziska.
Gdy docieram na wierzchowinę tego leżącego 70 metrów nad poziom płynącej tuż obok Wisły wzniesienia, las spowija unosząca się znad rzeki gęsta mgła. Gdzieś tutaj, pomiędzy drzewami znajdują się resztki grodziska oraz zasypany staw zwany Tańculą. Dziś, obiekty te przysypane śniegiem i spowite oparami, umykają mojej uwadze. Kilkadziesiąt metrów bardzo ostrego zejścia wyprowadza mnie na wysoki wał przeciwpowodziowy. Idąc równolegle do Wisły przybywam do zabudowań klasztornych Benedyktynów i przekraczam pierwsze mury.
Najstarsze dokumenty określają tę część zabudowań wzgórza klasztornego jako zamek tyniecki. Zapewne już w XIII w. znajdowała się tutaj rezydencja opatów i centrum zarządu dobrami klasztornymi, dlatego zamek zwany jest także Opatówką. Zabudowania zostały zniszczone podczas konfederacji barskiej. O ich odnowie, dokonanej przez opata Janowskiego, mówi tablica wmurowana nad wejściem do budynku - od strony kościoła. Dawnej rezydencji opałów szczęśliwie nie strawił pożar w 1831 r. To właśnie tutaj mieszkali początkowo benedyktyni po swym powrocie do Tyńca w 1939 r.
Dziś na dziedzińcu nie ma żywego ducha. Bez pośpiechu oglądam stojącą tu Studnię Tyniecką (ciekawa legenda), oraz malowniczy choć dziś mocno zamglony przełom Wisły.
Pierwsza świątynia została wzniesiona w drugiej połowie XI w. Jej relikty odkryto podczas wykopalisk w obrębie prezbiterium w latach 60. XX w. Kościół rozbudowano w wieku XV. Obecny kształt zawdzięcza przebudowie barokowej z czasów opata Stanisława Łubieńskiego (początek XVII w.). Upamiętnia ją tablica wmurowana nad wejściem do kościoła. Przed pożarem w 1831 r. wieże miały barokowe hełmy podobne do zwieńczeń kościoła kamedułów na Bielanach. Pokrywające je dziś dachy pochodzą z XIX w.
Na przyporach przy wejściu stoją figury patronów świątyni: świętych Apostołów Piotra i Pawła.
Opactwo oo. Benedyktynów w Tyńcu powstało w I połowie XI w. jako romański kompleks kościelny i jest najstarszym działającym w Polsce klasztorem. Liczne przebudowy zmieniły pierwotny charakter budowli i obok romańskich elementów można zobaczyć gotyckie prezbiterium oraz barokową nawę, w której znajdują się szczególnie wartościowe ołtarze autorstwa Francesca Placidiego.
W czasie zaborów w 1816 r. opactwo zlikwidowano. Mnisi powrócili do Tyńca dopiero w lipcu 1939 r. Niestety odbudowa kompleksu mogła nastąpić dopiero po II wojnie światowej, a status opactwa przywrócono klasztorowi w 1968 r. Benedyktyni na terenie opactwa prowadzą szeroką działalność, m.in. wydawnictwo, hotel, restaurację oraz centrum sprzedaży, w którym nabyć można rozmaite specjały wykonane według zakonnej receptury: konfitury, miody, herbaty, zioła, a także likiery.
W odnowionym skrzydle biblioteki działa Instytut Kultury. Zwiedzać można kościół, krużganki oraz Lapidarium z ciekawą ekspozycją zabytków związanych z historią opactwa.
Opuszczam to ciekawe miejsce wspominając mojego kolegę, który kilkanaście lat wstecz zamieszkał na krótki czas wśród Benedyktynów, szukając modlitwy, skupienia i sensu życia...
Tuż obok opactwa znajduje się bardzo urokliwa, tyniecka, wiejska chałupa. Jest to zachowany w bardzo dobrym stanie typowy dom bogatego tynieckiego gospodarza. Budynek wzniesiono według tradycyjnego schematu czyli konstrukcji zrębowej. Pośrodku biegnie sień a po obu jej stronach znajdują się izby oraz komora i stajnia.
Do każdego pomieszczenia prowadzą z sieni oddzielne drzwi. Malowana jest w pasy, czym tynieckie domy różniły się od innych w powiecie krakowskim, które malowano najczęściej na jednolity błękitny kolor.
Ruszam w dalszą wędrówkę ulicami Tyńca w stronę głównej drogi Bolesława Śmiałego, i idę nią aż do skrzyżowania z ul. Nad Czerną. Tutaj zielone znaki skręcają w stronę uroczyska Wielkanoc oraz wzniesienia Kowadza. Strome podejście na to drugie miejsce wynagradza ciekawa panorama na Tyniec wraz z dominującymi nad nim wzgórzami Bogucianka i Wielkanoc. Na polanie szczytowej spotykam dwa sympatyczne kundelki które wydają się być równie zachwycone widokami jak ja. Poniżej Kowadzy, na skraju rezerwatu Skołczanka, znajduje się solidna wiata turystyczna. Dalej idąc za zielonymi znakami, zbliżam się do obwodnicy, co objawia się coraz głośniejszym hałasem przejeżdżających pojazdów. Całe szczęście droga ponownie skręca na południe i zagłębiam się w las rezerwatu Skołczanka. Mieści się tutaj sanktuarium Matki Boskiej – a właściwie Bogini Boru – Leszy. Jak zwykle w miejscach dawnego pogańskiego kultu Wiary Przyrody posadowiono tutaj pod skałą ołtarz i kilka ławek.
Na obszarze kilkuset metrów, wokół tej Świętej Skały większość stanowią drzewa rombotowe –  buki, które mają tutaj nie po 3 czy 4 pnie, ale wręcz po 8 - 12 pni jak jakieś drzewo-krzewy. Nieco poniżej znajdują się zbiorowe mogiły żydowskie, miejsce niemieckiego ludobójstwa z lata 1942 roku. Stąd mam już dosłownie kilkadziesiąt metrów do parkingu z którego zaczynałem swoją dzisiejszą wędrówkę.


statystyki