Oko w oko z Chińskim Maharadżą

  • Kategoria: Jura
  • Opublikowano: poniedziałek, 31, marzec 2014 11:03
  • eR.

Bolechowicka Dolina - zwana też Wąwozem Bolechowickim;  jedna z najmniejszych, długości ok. 1,5 km, lecz najbardziej malowniczych. W 1968 r. uznana za rezerwat krajobrazowy przyrody, o powierzchni  22,31 ha. Górna i środkowa część jest wąska, pokryta głownie grądem i borem mieszanym. Dolny odcinek, skalisty, o stromych zboczach porośniętych kserotermicznymi murawami zwieńcza najbardziej efektowna wśród Podkrakowskich Dolinek, skalna 30-sto metrowej wysokości Brama Bolechowicka. W jej pobliżu bije krasowe źródło będące pomnikiem przyrody.
Jest to dolinka leżąca najbliżej od Krakowa, z Ruczaju w 15 minut jadąc obwodnicą można dostać się do Karniowic, wioski znajdującej się u jej wylotu. Dobra na bezpośredni wypad rowerowy, ja jednak zostawiam dziś w domu swoje dwa kółka albowiem zamierzam pochodzić nieco po skałkach Bramy Bolechowickiej.

W Karniowicach ulicą Widokową podjeżdżam pod krzyż milenijny górujący nad zachodnim skrzydłem dolinki. Spod krzyża wąska ścieżka prowadzi na zachodnie skałki, łatwo dostępne od tej strony. W miarę sprawny i odporny na ekspozycję człowiek może spróbować od tej strony zejść wapiennymi turniczkami prawie aż po słynny Filar Pokutników. Parę pierwszych skałek pada moim łupem, choć "dyndająca" na szyi lustrzanka w niektórych miejscach jest sporym utrudnieniem. Na dole kilka ekip wspinaczy rozpoczyna walkę z gładkimi ścianami, zatrzymuję się w słońcu pomiędzy wychodniami aby popatrzyć na ich poczynania.
Powoli schodzę wzdłuż ścianek do podnóża wylotu jaru by przekraczając potok wejść przez bramę do wnętrza dolinki. Po lewej, w porannym cieniu, kusi swą gładkością Chiński Maharadża ze swym przewieszonym, czarnym okapem. Odruchowo sprawdzam czy na trawach pod skałą nie kręci się jakiś ślimak, może będzie to ten sam niemy świadek który towarzyszył Wojtkowi Kurtyce w przejściu "na żywca" tej drogi. Dziś lawiruje w powietrzu tylko wczesnowiosenny cytrynek. Ruszam wzdłuż strumienia i żółtego szlaku w głąb doliny.
Po kilkuset metrach zagłębiam się w las grądowy kontynuując wędrówkę przy z wolna płynącej Bolechówce. Idąc dalej natrafiam na niezwykle rzadkie na terenie Jury dwustopniowe spiętrzenie potoku - żałuję że nie mam ze sobą statywu, wykonane z niego zdjęcie wodospadu miałoby swój niepowtarzalny urok.
Dalej ścieżka kluczy wśród drzew delikatnie się wznosząc i przecinając nurty Bolechówki. Takie ukształtowanie terenu sprzyja rodzinnym wypadom do tej doliny, toteż w weekendy bywa tu dość tłoczno. Często pojawiają się tu również rowerzyści. Dochodzę do miejsca gdzie szlak skręca w lewo i prowadzi do północnego krańca rezerwatu. Na wprost, na skraju lasu przy pojedynczych zabudowaniach pasą się spokojnie sarny.
Wychodzę na skraj lasu i opuszczam szlak kierując się na azymut w kierunku Zelkowa. Planuję teraz powrót do samochodu zostawionego na parkingu przy krzyżu wzdłuż wschodniego uskoku jaru. Mijam kilka domostw i przez sad docieram do lasu porastającego zbocza. W drodze do skałek wschodniej bramy muszę jeszcze przejść przez kilka uskoków utworzonych przez boczne odgałęzienia dolinki.
Na wschodnich skałach zatrzymuję się przy pozostałościach po biwakowym ognisku, w tym miejscu jestem pierwszy raz, toteż widoki jakie rozpościerają się na zachodnią bramę są dla mnie szczególnie ciekawe. Czas na sesję fotograficzną i ostrożne zejście pod Filar Abazego. Na ławeczkach pod Bramą robię dłuższy odpoczynek obserwując wspinaczy walczących z nachyleniem skały i przyciąganiem ziemskim. Daleko nad doliną, ponad leśnym gąszczem pojawił się nieruchomy biały obłok, to chyba stały bywalec tego miejsca..


statystyki