Hola Mallorca! - 2018 - Serra de Tramuntana

Pasmo górskie Serra de Tramuntana rozciąga się wzdłuż północnego brzegu Majorki na długości około 90 km osiągając maksymalną szerokość 15 km, i obejmuje 30% terytorium wyspy. Kilka jego szczytów ma wysokość ponad 1000 m n.p.m., a najwyższe to Puig Major (1443 m), Puig de Massanella (1348 m), Serrad'Alfabia (1069 m), Es Teix (1064 m). Góry świetnie się prezentują z pokładu samolotu podczas podchodzenia do lądowania na lotnisku Son San Juan w Palma de Mallorca. Można wówczas zauważyć, że chcąc zdobywać szczyty od północy, z któregoś z położonych tam miasteczek, trzeba liczyć się z pokonaniem deniwelacji praktycznie od poziomu morza. Wyglądem i ukształtowaniem najbliżej im chyba do chorwackiego Velebitu, a najwyższy, dostępny szlakiem szczyt to druga co do wielkości góra pasma, Puig de Massanella. Puig Major znajduje się w obszarze zmilitaryzowanym i nie ma na niego, przynajmniej oficjalnie, wstępu. Tym samym zdobycie Massanelli stało się celem mojej wycieczki w trakcie pobytu na Majorce. Studiując mapę wydawnictwa Editorial Alpina doszedłem do wniosków że najszybciej i najprościej będzie zaatakować górę z miasteczka Lluc przez schronisko Refugi Son Amer i przełęcz Coll de sa Batalla. Do pokonania będzie około 700 metrów przewyższenia licząc jako punkt startu Lluc.
Wynajętą Pandę zostawiam na parkingu przy sanktuarium Lluc (parking 6 euro za cały dzień, w cenie zwiedzanie podstawowe klasztoru) i kieruję się za znakami szlaku prowadzącego do schroniska Refugi Son Amer. Gdy tylko opuszczam zabudowania klasztorne drewniane tabliczki kierują mnie w prawo, wprost na zamkniętą na kłódkę bramkę za którą znajduje się szeroka, bita droga. Trochę zdezorientowany zastanawiam się nad innym wariantem drogi, gdy zauważam tuż obok zamkniętego wejścia drabinkę umożliwiającą przejście nad stalowym ogrodzeniem. Jest to bardzo częsty widok na szlakach w górach Serra de Tramuntana – ścieżki przeważnie prowadzą przez prywatne tereny i właściciele aby uniemożliwić wjazd samochodem na swoją działkę zamykają bramki zostawiając dla piechurów przejścia właśnie po takich, drewnianych schodkach/drabinkach. Pierwsze kilkaset metrów aż do schroniska pokonuję klucząc i zdobywając wysokość w piniowym lesie. Podczas całego podejścia towarzyszą mi odgłosy dochodzące z drogi MA-10 którą co chwilę przemykają małe peletony kolarzy oraz samochody. Trzeba przyznać że tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, jeszcze nigdy nie widziałem tylu fanów cyclingu.
Refugi Son Amer to kamienno-betonowy, całoroczny obiekt z możliwością noclegu, położony na 103 hektarach zróżnicowanego terenu, poprzecinanego ogromną ilością wydeptanych ścieżek, co powoduje, że nie za bardzo wiem którą drogę wybrać dalej. Idąc "na słuch" docieram do drogi MA-10, obok restauracji Ca'n Gallet dochodzę do przełęczy Coll de sa Batalla (576 m n.p.m.) i znajdującej się tu stacji benzynowej na drodze Ma-2130. Odnajdują znaki szlaku GR222 i podążam nim kilkaset metrów, pamiętając iż w pewnym momencie należy z niego odbić ostro w prawo. Na szczęście skręt jest oznaczony słupkiem z dwoma kierunkowskazami oraz informacją o opłacie za wejście na Puig de Massanella wynoszącej 6 euro. Po 15 minutach delikatnego podejścia leśną, lekko utwardzoną drogą pojawia się metalowa bramka, drewniana budka strażnika pobierającego opłatę, sam strażnik, jego pies oraz samochód. Od sympatycznego Hiszpana (być może był to sam właściciel tych terenów, Finco Comafredo) otrzymuję bilet i dowiaduję się o różnych opcjach drogi zejściowej z góry – na szczyt można dostać się od południa i zejść na północ i vice versa. bilet.massenella.mini Pokazuje mi również wierzchołek, który z tej perspektywy wygląda naprawdę bardzo zacnie. Ruszam w dalszą drogę idąc wzdłuż kamiennych murków i wypatrując kiepskiego oznakowania w postaci naprędce skleconych drogowskazów na krótkich palikach wbitych w ziemię. Bez większych trudności melduję się na przełęczy Coll de sa Linia oznakowanej dwoma betonowymi słupkami z wyrytymi na nich kierunkowskazami. Drogę na Puig de Massanella mam po swojej prawej stronie ale ponieważ mam duży zapas czasu ruszam w lewo na Puig de n’Ali. Ścieżka jest wyznaczona za pomocą niewielkich kopczyków kamiennych i początkowo lawiruje pomiędzy drzewami, im wyżej tym więcej skrasowiałej, wapiennej skały i tym samym więcej widoków ma leżący po drugiej stronie masyw Massanelli. Pod wierzchołkiem rozrzucone są duże bloki skalne i wycieczka nabiera charakteru łatwej wspinaczki, a sam szczyt zwieńczony jest sporej wielkości skałą. Widoki świetne przede wszystkim na Puig des Grau i Puig Caragoler des Guix na wschodzie oraz na Massanellę na północy. Choć de n’Ali przekracza 1000 m n.p.m. to dopiero z tego miejsca widać ile trudu będzie kosztowało wejście na główny cel mojej wycieczki. Schodzę na Coll de sa Linia i ruszam na północ zdobywając mozolnie wysokość szerokimi zakosami. Czasami ścieżka ginie pomiędzy kamieniami, trzeba zdać się na intuicję i wypatrywać słabo rzucających się w oczy, wypłowiałych, czerwonych plamek farby które mają wyznaczać szlak. Jest ich zdecydowanie za mało i łatwo można się zgubić na tym odcinku. Po dobrych 30 minutach docieram do rozdroża tym razem oznakowanego metalowymi tabliczkami: ostro w górę prowadzi droga na Massanellę przez płaskowyż Pla de sa Neu, na wprost zaś drugi wariant przez źródło Font de s’Avenc. Wybieram 20 minutowe podejście do Font de s’Avenc i już po 5 minutach wychodzę na praktycznie pozbawiony większej roślinności obszar skalnego rumoszu. Kierunek wyznaczają jedynie kamienne kopczyki choć i bez nich można już śmiało iść „na azymut” w kierunku szczytu. Font de s’Avent okazuje się być jaskinią ze źródłem do którego prowadzą kamienne schodki. W środku jest chłodno i wilgotno, nie decyduję się na zejście aż do samej tafli źródła. Rozpoczynam prawdziwe podejście na Puig de Massanella, wokół skałki przybierające interesujące kształty wyrzeźbione procesami krasowymi. Powoli znad południowego wierzchołka o wysokości 1348 metrów wyłania się główny. Pomiędzy nimi na szerokiej przełączce pasie się stado owiec wymieszane z górskimi kozami. Zwierzęta nie przejmują się widokiem wędrującego człowieka, samce co jakiś czas krzyżują swoje rogi w drobnych przepychankach. Po chwili jestem w najwyższym punkcie masywu, 1365 m n.p.m. Niestety, z południa nadciągnęły chmury i częściowo przesłoniły panoramę ze szczytu. Robię serię zdjęć, między innymi żeliwny znak geodezyjny oraz tabliczkę z nazwą wierzchołka oraz podziwiam przepaściste, północne stoki Massanelli. Poniżej znajduje się przełęcz Coll des Prat  na której krzyżują się szlaki, w tym główny w Serra de Tramuntana oznakowany jako GR221, którym można w kilka dni przejść całe pasmo. Na północnym-zachodzie, za masywem Serra des Teixos, leżą jeziora Embassament des Gorg Blau i Embassament de Cuber, z których to pierwsze można dostrzeć z wierzchołka, dziś niestety chmury przesłaniają widok na zachód. W oknie pomiędzy obłokami prześwituje Morze Śródziemne i samotna żaglówka. Powoli wracam tym razem przez płaskowyż Pla de sa Neu na którym spotykam co parę minut kolejne stada kozic. Podczas schodzenia tą trasą mam okazję przyjrzeć się Puig de n’Ali na którym byłem w pierwszej kolejności, aż trudno uwierzyć z tej perspektywy że po północnym zboczu prowadzi na niego ścieżka. Podczas powrotnej drogi natrafiam jeszcze na szkielet kozicy, zwierzę padło z jakiegoś powodu i kości zostały dokładnie oczyszczone przez drapieżniki, być może przez Sępy kasztanowate które mają swoje terytorium właśnie nad Massanellą.


 

statystyki