Oravská Magura 2014 - Kubínska hoľa

Póki co, zima 2014 roku jest wyjątkowa - śniegu jak na lekarstwo, temperatura powietrza iście wiosenna, tylko silny wiatr daje się we znaki. Na tygodniowy wyjazd narciarski wyruszamy na słowacką Orawę. Pod stokami Kubińskiej Hali, gdzie jesteśmy zakwaterowani śniegu jest jeszcze mniej niż w Polsce. Tym razem zabrane rakiety śnieżne i ochraniacze okazują się zbędne. Jeden dzień przerwy w szusowaniu rezerwuję na zapoznanie się z centralnym pasmem Magury Orawskiej. Ten łańcuch górski, położony na południe od naszego Beskidu Żywieckiego nie jest zbyt popularny turystycznie.
Tak naprawdę ciekaw jestem niezmiernie tych pagórków, wszak to moja pierwsza wyprawa w słowackie góry inne niż Tatry. Spodziewam się widoków i charakterystyki podobnej do naszych szlaków w okolicach Worka Raczańskiego lub Rycerzowej. Dnia 4 lutego wyruszam na zachód czerwonym szlakiem z przełęczy Prislop, na którą podrzuca mnie znajomy. Na wspomniane siodło dojechaliśmy z Dolnego Kubina krętą drogą nr. 78 prowadzącą z Orawskiego Podzamcza w kierunku Jeziora Orawskiego. Już po kilkudziesięciu metrach natrafiam na ścieżce na powalone przez ostatnią wichurę drzewa. Jeszcze kilkanaście razy podczas mojej wędrówki będę zmuszony obchodzić powstałe w ten sposób wiatrołomy. Po kilku minutach czerwony szlak przecina wąska, asfaltowa droga prowadząca do niewielkiego przysiółka Zabava po północnej stronie pasma. Przechodzę na jej drugą stronę i kontynuuję wędrówkę delikatnie wznoszącym się, leśnym traktem. Przy okazji zapominam o śledzeniu oznakowania i po kilkuset metrach orientuję się, że zgubiłem gdzieś znakowany szlak.
Ponieważ leśna droga, którą idę stale wznosi się, postanawiam kontynuować marsz. Gdy dochodzę do kolejnego skupiska powalonych i blokujących drogę drzew, decyduję się przetrawersować zbocze w górę w poszukiwaniu zgubionego szlaku turystycznego. Bez trudu odnajduję go około sto metrów powyżej, już na grani grzbietowej. Ścieżka w tej części pasma prowadzi po jego północnej stronie, dość gęstym lasem. Pierwsze większe prześwity odsłaniają widok na Pilsko i Pasmo Babiogórskie. Oba masywy wyglądają bardzo szczególnie, a to dlatego, że można je podziwiać od nietypowej dla polskiego turysty strony – od południa. W samym środku lasu, tuż przy czerwonym szlaku, natrafiam na samotną, drewnianą bacówkę. Domek ma własne, zamarznięte obecnie ujęcie wody, masę misternie przyciętego i ułożonego wzdłuż ścian drewna na opał, lecz szczelnie zamknięte drzwi i okiennice informują, że nikt obecnie w nim nie przebywa.
Po około 60 minutach od rozpoczęcia wędrówki docieram do polany Mokradska hola położonej pod wzniesieniem Dva pne. W dolnej jej części, nieopodal lasu stoi niezwykle elegancka ambona. Lekko przymarzłe drzwi dają do zrozumienia, że nikt tu ostatnimi czasy nie zaglądał. We wnętrzu istny luksus: szeroka kanapa obita nowym, czarnym filcem, całe wnętrze również ocieplone tym materiałem, drewniane, bardzo szczelne okna z rygielkami oraz haczykami do blokowania ich w pozycji otwartej. Nasłonecznienie polany powoduje, że we wnętrzu ambony panuje bardzo przyjemne, zachęcające do odpoczynku ciepło.
Zjadam regenerujący batonik ciesząc oczy widokami na zbiornik Orawski, Babią i Pilsko po czym opuszczam to miłe miejsce. Obok znajduję w płytkim śniegu odciski łap jakiegoś drapieżnika, chyba z rodziny kotowatych. Podobno można tu spotkać  sporo wilków, a bywa, że i zabłąkany niedźwiedź z Małej Fatry się trafi. Ruszam w dalszą drogę zagłębiając się w las. 45 minut zajmuje mi przejście odcinka pomiędzy amboną a Mincolem – najwyższym szczytem Orawskiej Magury.
Wcześniej zatrzymuję się jeszcze przy Przełęczy pod Kubińską Halą. To płytkie siodło to rozległa, widokowa hala, z której możemy podziwiać Tatry Zachodnie, Góry Choczańskie z charakterystyczną sylwetką Wielkiego Chocza, Wielką Fatrę oraz Niżne Tatry w głębi. Na wierzchołku Mincola wita mnie bardzo silny wiatr oraz widok na Małą Fatrę. Muszę przyznać, że panoramy, jakie rozpościerają się z tego miejsca są wyjątkowo atrakcyjne i potwierdzają fakt, iż ponad 60% powierzchni Słowacji to góry. Spędzam kilka chwil wśród obiektów infrastruktury narciarskiej, nieczynnych ze względu na brak dostatecznej ilości śniegu na samym szczycie. Kilkadziesiąt metrów poniżej czteroosobowe krzesełko wywozi narciarzy w podszczytowe partie góry – tu zaczyna się czynna części Ski-Parku. Schodzę na dół wzdłuż wyciągów, na dole czeka na mnie rodzina i szklanka zimnej, tradycyjnej Kofoli.