Velebit 2014 - Vaganski Vrh

Jadąc od strony Zadaru pasmo Velebitu robi niesamowite wrażenie – potężny masyw wapiennych skał rozciąga się wzdłuż wybrzeża zwartą formacją i wydaje się nie do przebycia. Tymczasem autostrada A1 przebija się przez góry jednym z najdłuższych tuneli w Chorwacji, ponad pięciokilometrowym Sveti Rok. Niesamowite przedsięwzięcie inżynieryjne i konstrukcyjne skraca podróż o kilkadziesiąt minut, dostarczając niezapomnianych wrażeń podróżującym.
Gdy w roku 2013 wędrowałem przez Wielką Paklenicę na przełęcz Buljma, zastanawiałem się czy uda mi się również zdobyć najwyższy szczyt pasma – Vaganski Vrh. Niestety, wyprawa okazała się być zbyt czasochłonna bym mógł dotrzeć aż tak daleko. Zainteresowałem się wtedy możliwością dotarcia w serce Velebitu od strony północnej – z mapy wynikało że jest możliwy dojazd autem aż na wysokość około 1200 m n.p.m. Takie rozwiązanie znacznie skróciłoby wędrówkę – wszak trekking od południa oznacza start praktycznie z poziomu morza. Na jednym z forów internetowych znalazłem opis sprzed kilku lat takiej właśnie trasy i mając już jakieś rozeznanie oraz mapę postanowiłem sprawdzić ten wariant.
Dotarcie do punktu wyjścia którym jest górska dolina Bunovac, nie jest zbyt skomplikowane. Kilka kilometrów za tunelem Sveti Rok, należy zjechać z autostrady A1 na Grospic. Po paru minutach jazdy w tym kierunku, po lewej stronie drogi jest trochę niewidoczny kierunkowskaz na Park Krajobrazowy Wielkiej Paklenicy. Miałem mieszane uczucia skręcając w tę drogę – tak naprawdę nie byłem pewny czy jest to ten trakt który widziałem na mapie.
Szosa, będąca utwardzoną kamieniami drogą gruntową, prowadzi obok kilku opustoszałych domów będących pamiątką lat 90-tych XX wieku gdy na terenach tych zbierała swoje żniwo wojna serbsko-chorwacka. Po chwili, na rozjeździe odbijam w prawo, za wskazaniem znajdującego się na drzewie opisu „Bunovac”. Jadę z niewielką prędkością dobre 20 minut w głąb masywu nabierając wysokości. Na tym odcinku trzeba uważać na spadające skały oraz co większe kamienie znajdujące się już na ziemi. Gdy w lesie pojawiają się pierwsze ostrzeżenia o minach wiem że obrałem dobry kierunek. Wyjeżdżam na rozległą polanę, gdzie parkuję obok stojącego już auta na chorwackich tablicach rejestracyjnych.
Kolejny etap wędrówki dostarcza wielu emocji i to nie tylko z powodu widoków - szlak prowadzi przez najbardziej niebezpieczny obszar w Velebicie. Dolina Bunovac kusi swoją zielonością, lecz biada temu kto zejdzie ze ścieżki na odległość dalszą niż 5 metrów. Szlak pnie się w kierunku szczytu Malovan robiąc pętlę przez zaminowaną Dolinkę pod Malovanem, by na przełęczy skręcić w stronę wierzchołka Brundo. Na północy odkrywają się widoki na kanion rzeki Vielka Paklenica nad którą rozciąga się masyw Klimenta.
Od tego miejsca ścieżka jest już bezpieczna, a na horyzoncie pojawia się mój cel – Vaganski Vrh. Góra nie robi zbyt wielkiego wrażenia – rozległy grzbiet z kilkoma niewielkimi kulminacjami. Kieruję się na północny-zachód ścieżką wśród kosówki podobnej do naszej tatrzańskiej, mijając krzyżówkę pod wspomnianym wcześniej szczytem Brundo, na który zamierzam wejść w drodze powrotnej. Rozpoczynam podejście na Vaganski, gdzie pod małym drewnianym krzyżem odpoczywa już kilkanaście osób.
Tak naprawdę wierzchołek oznaczony kilkoma kamieniami jest oddalony kilkadziesiąt metrów na północ od tego miejsca. Pierwsze co rzuca się w oczy na Vaganskim to wapienne skały otaczające Wielką Paklenicę z charakterystyczną jaskinią "Okno", od północy skalne zerwy Babin Vrh, z drugiej zaś strony na horyzoncie Sveto Brdo, druga pod względem wysokości góra w Velebicie. Widać też oczywiście Zatokę Velebitską wraz z kanałem oraz okoliczne wyspy. Szkoda tylko że nie jestem w tym miejscu wieczorem lub wcześnie rano – przejrzystość powietrza byłaby chyba znacznie lepsza.
Równie ciekawie musi być tu w zimie, przy wyżowej pogodzie, ale chyba Velebitu w takiej szacie nie będzie mi nigdy dane oglądać. Robię zdjęcie krzyża z nazwą szczytu i schodzę tą samą ścieżką po drodze wchodząc jeszcze na Brundo. Kilkunastominutowe podejście ma częściowo charakter lekkiej wspinaczki – podszczytowe skałki zmuszają do złożenia kijków trekkingowych i użycia rąk. Na wierzchołku niespodzianka – schowek z zeszytem wpisów. Zeszyt założony w 1982 roku ma w swojej historii widoczną przerwę w okolicach 1990 roku, w tym czasie zarejestrowało się w nim tylko kilka osób. Ze skał Brundo, oddalonych nieco na południe od grani głównej masywu, można łatwo rozpoznać poszczególne wierzchołki. Najlepiej oczywiście prezentują się te najbliższe: Babin Vrh, Vaganski Vrh, sąsiednia Liburnija oraz pobliski Malovan. Robię kolejne zdjęcia i schodzę tym samym traktem w stronę auta.
Opisana trasa jest chyba najszybszym sposobem na dostanie się na Vagansky Vrh – piesza wędrówka z doliny Bukovac tam i  z powrotem zajęła mi ok. 6 godzin. Poza tym jest to również wariant najmniej męczący. Choć chwilami dość stresujący na pierwszym odcinku.

film Vaganski Vrh qr velebit vagansky vrh