Polica - Sierra Papa Lima Tango Fokstrot zaginął…

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: piątek, 02, listopad 2018 18:26
  • eR.

SP-LTF to znak rejestracyjny samolotu pasażerskiego An-24 który 2 kwietnia 1969 roku rozbił się tuż pod szczytem Policy. Na pokładzie rejsu z Warszawy do Krakowa było łącznie z załogą 53 osoby. Tango Fokstrot był nowym samolotem, wyprodukowanym w 1966 roku i kierowanym przez bardzo doświadczonego kapitana PLL LOT, Czesława Dolińskiego.
Jako pierwsze o tragedii poinformowało Radio Wolna Europa, podając główną hipotezę zakładającą nieudaną próbę porwania samolotu i ucieczkę nim do Wiednia. Ostatecznie sprawą wyjaśnienia przyczyn tragedii zajęła się Komisja Badań Wypadków Lotniczych która wydała opinię stwierdzającą, iż przyczyną wypadku był rozległy zawał serca kapitana, który miał miejsce w trakcie nieszczęśliwego lotu. Raport został zakwestionowany przez ówczesnego ministra komunikacji Piotra Lewińskiego i sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia przez kolejną grupę ekspertów. Ostatecznie przyjęto tezę, iż na wypadek złożyło się kilka czynników: od zagubienia się załogi po błędy nawigacyjne oraz nieatestowany sprzęt kontrolerów ruchu na lotnisku Balice (radar rybacki Decca).

Dziś akta tej sprawy są odtajnione i ogólnie dostępne w oddziale IPN-u w Wieliczce pod sygnaturą IPN Kr 48/1-40 oraz IPN Kr 303/149-161. Co ciekawe, nigdy nie odnalazł się fragment taśmy z rejestratora obejmujący ostatnie 20 minut lotu...
Przyjrzyjmy się tej tragedii od strony ratowników uczestniczących w akcji niesienia pomocy na Policy. Jako pierwszy na ratunek ruszył ówczesny gospodarz schroniska na Hali krupowej, ratownik GOPR-u, Wojciech Stonawski który o wydarzeniu tym został poinformowany przez służbę leśną. Na wierzchołku wdrapał się na oszronioną, 25-metrową wieżę pomiarową ale oprócz zapachu benzyny nic nie zwróciło jego uwagi. Razem z kilkoma przybyłymi na szczyt osobami utworzył tyralierę, która zaczęła schodzić północnym stokiem w dół zbocza. Przed 19.00 natrafiono na pierwsze ślady: rozrzucone kartki z książki, prospekty LOT-u, szczątki samolotu i pierwsze, zmasakrowane ciała pasażerów. Chwilę później pojawili się funkcjonariusze MO wraz z ratownikami GOPR-u z Suchej Beskidzkiej oraz gapie. I to dzięki tym ostatnim pierwsze informacje o katastrofie poszły w świat, choć służba SB starała się wyciszyć całą sprawę. Do Zawoi zaczęły zjeżdżać karetki, strażacy, milicja i wojsko a nawet śmigłowiec sanitarny z Krakowa. W schronisku na Hali Krupowej zorganizowano pomieszczenie na przyjęcie rannych. W akcji brały udział następujące grupy GOPR-u: I grupa Bielska, II Grapa Rabczańska (Podhalańska) oraz III Grupa Tatrzańska, w sumie ok. 66 ratowników. Na wskutek chaosu który wówczas panował, kilkunastoosobowa grupa ratowników z Bielska niepotrzebnie przeszukiwała zbocza Babiej Góry, tracąc czas i energię tam, gdzie nie było czego szukać. Miejsce wypadku było strome, zaśnieżone i miejscami zalodzone, co utrudniało akcję. Jerzy Ustupski, ratownik TOPR-u który był na miejscu tragedii tak opisuje całą sytuację: „Widok był przerażający, samolot rozleciał się na kawałki, jedynie w stok wbity był ogon z którego wysunęły się walizki podróżnych. Ludzie porozrzucani byli w śniegu tak, że nie można było ich odnaleźć, tym bardziej że prawie wszyscy byli bez głów, rąk czy nóg. Drzewa skoszone były jak kosą, na gałęziach wisiały części garderoby w tym zapięta biała koszula z krawatem, ale bez człowieka. W kilku miejscach było różowo od krwi”.

Zarówno żołnierze jak i funkcjonariusze MO nie mieli odpowiedniego wyposażenia i do transportu zwłok zaangażowano ratowników. Stosowne zapiski dotyczące akcji są w księdze wypraw GP GOPR. W tak trudnym terenie GOPR-owcy musieli założyć kilkaset metrów poręczówki, i za jej pomocą rozpoczęto na drugi dzień akcję znoszenia zwłok pasażerów. Odległość od podnóża do miejsca katastrofy wynosiła ok. 7 km a różnica wysokości ok 600 metrów. Ze względu na panujące ujemne temperatury zwłoki były zmrożone, co z jednej strony hamowało ich rozkład, a z drugiej utrudniało transport. Jak wspomina Jerzy Ustupski, nieżyjący już ratownik TOPR-u: "mieliśmy ze sobą akie, jednakże wyciągnięcie ich na górę było niezwykle trudną operacją. Do akii ratownicy wkładali co znaleźli pod śniegiem, przeważnie same korpusy". Z kolei Władysław Mlekodaj: "najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że ofiary miały pourywane głowy. Mówiło się, że to od nagłej dekompresji, ale nie jestem do tego przekonany. Ponure wrażenie robiły też znajdywane na śniegu dziecięce zabawki i zeszyty. W jednym z nich znalazłem napis >>cieszę się, że lecę do babci samolotem, pierwszy raz w życiu<<".

Wszystko zwożono do bazy usytuowanej w sąsiedztwie gajówki Kotliny w Podpoliczem, gdzie wojsko postawiło prowizoryczny hangar. W nim dokonywano identyfikacji ciał i kierowano część na dalsze badania m. i. do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. W ten czas okazało się że poszkodowanych jest więcej niż osób na liście przewozowej. Bez oficjalnych dokumentów, samolotem podróżowało dwóch pilotów którzy chcieli dostać się do Krakowa. W trakcie poszukiwań znaleziono również elegancką teczkę z wizytówką ministra komunikacji którą, jak okazało się później, miał w trakcie lotu jego syn, Stanisław Lewiński.  Do dziś, żyjący uczestnicy tych wydarzeń nie mogą dojść do siebie, wstrząśnięci skalą obrażeń jakie odnieśli pasażerowie.
Czterdzieści lat po katastrofie, w 2009 roku na szczycie Policy stanął pomnik upamiętniający ofiary wypadku. Nawiązuje on swoim kształtem do statecznika samolotu An-24, i jest tłem dla tablicy z nazwiskami wszystkich ofiar tej tragedii. Nieopodał znajduje się również metalowy krzyż z tabliczką wykonaną z resztek poszycia samolotu na której znajduje się informacja o oddziale partyzanckim działającym w tym rejonie.

W ostatnim dziesięcioleciu na Policę wchodziłem trzykrotnie: w sierpniu 2011 od północy, żółtym szlakiem na Halę Kucałową ze Skawicy-Suchej Góry; w grudniu 2012 roku od południa, czarnym szlakiem na Halę Kucałową z Sidziny-Wielkiej Polany; oraz w listopadzie 2018 roku, od południowego-wschodu, zielonym szlakiem na Halę Kucałową z Sidziny-Zagrody. I ten ostatni wariant wydaje mi się najciekawszą trasą na szczyt - po silnych wiatrach w ostatnich latach na wschodnim stoku, tuż przed Halą Krupową i szczytem Okrąglicy powstał wiatrołom otwierający rozległy widok na Beskid Wyspowy oraz Tatry. Podobne wykroty znajdują się obecnie na wierzchołku Policy - można nacieszyć się panoramą w kierunku południowym na pobliski Czyrniec, Babią Górę oraz Tatry. Warto to wykorzystać i odwiedzić to miejsce zanim ponownie zarośnie lasem.


statystyki


źródła: Magazyn Tatry nr. 46 , jesień 2013