W poszukiwaniu łemkowskich polan

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: wtorek, 23, styczeń 2018 12:00
  • eR.

Trwa drugi tydzień ferii zimowych a.d. 2018. Prognozowane, dwudniowe okienko pogodowe stało się faktem, co skłoniło mnie do spakowania rakiet śnieżnych wraz z odpowiednim ekwipunkiem i wyruszenia na jednodniowy wypad w pasmo Jaworzyny Krynickiej. Tym razem chcę sprawdzić ile pozostało po łemkowskich polanach, na których jeszcze w połowie XX wieku miejscowi prowadzili wypas owiec i bydła. Jadę do Wierchomli Małej, obecnie to szczątkowo zachowana wioska, przed akcją "Wisła" było tutaj ok. 50 gospodarstw, a zagrody, pola i pastwiska wychodziły aż na Lembarczek i grzbiet Runka. Wędrówkę rozpoczynam kilkaset metrów przed zabudowaniami "Wierchomla Ski&Spa Resort", skręcając w ścieżkę rowerową, którą zamierzam dostać się do bacówki PTTK nad Wierchomlą. To najprostszy wariant drogi pod schronisko, prowadzący stokami Lembarczeka. Dziś Lembarczek jest całkowicie zalesiony, pierwsza polana na tej trasie to Polana nad Wierchomlą, na której umiejscowiony jest obiekt PTTK. Hala ta, podobnie jak kolejne w kierunku Szczawnika: Długie Młaki i Wyżne Młaki, stopniowo ulega sukcesji wtórnej. Póki co, są to dobre punkty widokowe z których możemy podziwiać Pasmo Radziejowej, Góry Lubowelskie a przy sprzyjającej pogodzie nawet Tatry. Według starych map Wojskowego Instytutu Geograficznego na tutejszej wierzchowinie w latach 30-stych XX wieku znajdowało się ok. 12 łemkowskich domostw, tzw. chyż.

Po krótkiej przerwie ruszam dalej niebieskim szlakiem w kierunku Runka i po kilku minutach docieram do kolejnej hali na tej trasie: Polany Gwieździstej. Ta łąka jest systematycznie koszona, dzięki czemu nie zarasta lasem. Tutaj spotykam pierwszych w dniu dzisiejszym turystów którzy na biegówkach idą z Jaworzyny Krynickiej do schroniska nad Wierchomlą. Dalej niebieski szlak łagodną granią doprowadza mnie na Runek, który jest zwornikiem dla kilku grzbietów głównego pasma Jaworzyny. W tym miejscu pojawiają się czerwone znaki Głównego Szlaku Beskidzkiego z którego skorzystam w dalszej drodze na najwyższy szczyt pasma. Kilkaset metrów dalej znajduje się mało wybitny Runek Czubakowski, drugi szczyt w masywie góry. Do Jaworzyny Krynickiej z tego miejsca jest jeszcze ok. 50 minut marszu. Bukowo-jodłowy las, pokryty śniegiem pięknie prezentuje się w obiektywie aparatu, zmuszając mnie do częstych przystanków na sesje fotograficzne. Idę już tylko czerwonym szlakiem, wcześniej niebieskie znaki odbiły na wschód. Nie ma na tym odcinku, zresztą tak jak i na całej mojej dzisiejszej trasie, jakiś znaczących różnic wysokości, jedynie już pod szczytem Jaworzyny trzeba zmierzyć się z nieco stromszym podejściem. Stoczek ten w zimie dzieciaki i młodzież zamieniają na ślizgawkę do zjazdu na sankach, tak też jest i dzisiaj. Na wierzchołku w okolicznych knajpkach kłębią się narciarze a czerwona gondolka PKL-u dostarcza nieprzerwany strumień nowych wielbicieli białego szaleństwa na górną stację. Idę zrobić kilka zdjęć najpierw na południową stronę, przy drewnianych huśtawkach i ławeczkach pięknie prezentują się tatrzańskie szczyty, ale moim zdaniem ciekawszy widok otwiera się z północno-wschodnich stoków Jaworzyny. Od południa widać pasmo słowackich Gór Czerchowskich, przed nimi rozciągają się Góry Leluchowskie, a na wschodzie Beskid Niski z charakterystycznymi sylwetkami Busova i garbatej z tej perspektywy Lackowej. Postanawiam zaglądnąć w drodze powrotnej do schroniska na domową szarlotkę na ciepło aby uzupełnić nieco węglowodany i po odpoczynku wracam do punktu wyjścia taką samą trasą.


stat