Na Lubań !

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: niedziela, 19, lipiec 2015 12:32
  • eR.

Do tej pory na najwyższy szczyt Pasma Lubania wchodziłem wyłącznie od północy, zielonym szlakiem z Ochotnicy Dolnej i w dodatku w porze zimowej. Długo obiecywana, wakacyjna wycieczka z córką na tor saneczkowy na Wdżarze to doskonała okazja by zagościć na tym wierzchołku ponownie, tym razem w zupełnie innych warunkach pogodowych.
Naszą wędrówkę planujemy rozpocząć z Krośnicy Wyżniej, nieopodal zielonej ścieżki z Grywałdu, a schodzić będziemy niebieskim szlakiem przez Wdżar, z odpoczynkiem na torze saneczkowym stacji Czorsztyn-Ski.
Kilka słów warto poświęcić nazwie tej góry. Jest ona bardzo stara a w wymowie górali identyczna z nazwą Lubonia nad Rabką. Umowne rozróżnienie nazwy góra zawdzięcza Bronisławowi Gustawiczowi (1881) i Kazimierzowi Sosnowskiemu (1914). Od pewnego czasu na niektórych mapach pojawiła się na oznaczenie wschodniego wyższego wierzchołka nazwa Średni Groń, której to nazwy używają mieszkańcy Tylmanowej (górale z innych miejscowości nazwy tej nie stosują). Na tym wierzchołku schodzą się granice Ochotnicy, Tylmanowej i Grywałdu. Ich zbieg oznaczano dawniej kopczykami kamiennymi (stąd nazwa Trzy Kopce), a w ludowym nazewnictwie funkcjonowało określenie Obwiesia Wierch.
Miejsce to, jako ziemię nie poświęconą i nie należącą do nikogo, wykorzystywano niegdyś do porzucania zwłok samobójców, których ciała wywożono tu na starych wozach o kołach bez żelaznych obręczy. Zachodni wierzchołek Lubania zwany jest do dziś przez górali Patryją, jako że tym mianem określano szczyty, na których stały dawniej drewniane wieże triangulacyjne. Wieża taka stała na Lubaniu do początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Do dziś w przewodnikach  i innych źródłach zachwalane są wspaniałe wschody słońca, które można podziwiać ze szczytu Lubania, a których tak naprawdę nie da się obserwować od dawna - słońce unosi się bowiem nad lasem stosunkowo późno. Tym niemniej z zachodniego wierzchołka i z Samorodów roztacza się jedna z najwspanialszych w Beskidach panorama.  Widać Tatry, Magurę Spiską, częściowo Pieniny i Dolinę Dunajca, Góry Lewockie, Babią Górę, a przy bardzo dobrej widoczności nawet Małą Fatrę. Szczególnie pięknie prezentują się dość często powstające nad Doliną Dunajca „morza mgieł”.
Nasza wędrówka przebiega bez większych problemów aż do Polany Wyrobki, gdzie przy pozostałościach bacówki PTTK spotykamy zbierającego jagody tubylca. Opowiada on nam o historii tego miejsca. W 1973 r. Oddział PTTK w Krościenku rozpoczął w dolnej części polany, na tzw. Maciaszkowym Wyrobku, budowę małego schronu turystycznego, który początkowo był pomyślany jako zalążek przyszłego dużego schroniska. Już w trakcie budowy dokonano wielu zmian projektowych, co pozwoliło na powstanie małego zagospodarowanego schroniska górskiego. Nadano mu status Bacówki PTTK. Była to najmniejsza z bacówek turystyki kwalifikowanej, jakie powstawały w polskich górach w latach 70-tych ubiegłego wieku, nie dysponująca energią elektryczną i dość prymitywnie wyposażona. Jej oficjalne otwarcie nastąpiło 14 grudnia 1975 r. Niestety, 8 stycznia 1978 r. schronisko spłonęło.
Pierwszym schroniskiem na Lubaniu była niewielka stacja turystyczna założona i wyposażona przez Oddział Tarnowski PTT w 1934 r. Jej gospodarzem był Tomasz Guszkiewicz. Miała ona być zalążkiem mającego powstać dużego obiektu. Inwestycyjne wysiłki PTT skoncentrowane były jednak wtedy na budowie schroniska na Turbaczu, co spowodowało odwlekanie w czasie rozpoczęcie budowy na Lubaniu. Fakt ten wykorzystało Tatrzańskie Towarzystwo Narciarzy, które przy dużej pomocy finansowej Polskiego Związku Narciarskiego, na gruncie przeznaczonym dla PTT, wybudowało swoje schronisko, oddane oficjalnie do użytku 14 maja 1939 r.
Okazały budynek, stojący na Samorodach posiadał dużą przeszkloną werandę, z której roztaczał się wspaniały widok na Tatry, Pieniny i Dolinę Dunajca. Z tego względu było to jedno z najbardziej atrakcyjnie położonych schronisk. Od 1943 r. jego gospodarzami byli Helena i Ernest Durkalcowie, oboje zaangażowani w konspirację. W związku z tym schronisko stało się ważnym punktem zaopatrzeniowym i bazą funkcjonujących w Gorcach oddziałów partyzanckich, a także świetnym punktem kontaktowym łączników zbrojnego podziemia. Rankiem 25 września 1944 r. schronisko otoczyli Niemcy, zabijając dwóch partyzantów – Aleksandra Krzystyniaka ps. „Szarotka” i Ignacego Gorczewskiego ps. „Brzoza” (obaj pochowani są na cmentarzu w Ochotnicy Dolnej). Po aresztowaniu osób, którym nie udało się uciec, Niemcy podpalili budynek.
Wspomniane wyżej Samorody, to nic innego jak zbudowane z piaskowca magurskiego skałki znajdujące się przy południowych krańcach polany podszczytowej. Dziękujemy nieznajomemu za tę ciekawą historię i ruszamy w kierunku szczytu. Odcinek szlaku od Polany Wyrobki aż do Polany Wierch Lubania, ze względu na znacznie większe nachylenie, jest najbardziej wymagającym fragmentem naszej dzisiejszej drogi. Od skałek towarzyszy nam również niebieski szlak który łączy się w tym miejscu z zielonym.
Szczytowa polana Lubania a także polany na jego bardzo stromych podszczytowych zboczach były dawniej koszone i użytkowane pastersko. Na polanie, niegdyś znacznie większej, wypasano woły. Docieramy do tablic informacyjnych na skraju łąki pokrytej Krwawicą pospolitą. Fioletowe kwiaty rośliny tworzą wyjątkowo bajeczny krajobraz wzbogacony rozległą panoramą Tatr. Przekraczamy drewniane ogrodzenie studenckiej bazy namiotowej, niegdyś działająca pod szyldem krakowskiego Almaturu, a od 1993 r. będąca własnością Oddziału Akademickiego PTTK w Krakowie. Na terenie bazy stoi wiata wybudowana w 1978 r. przez Nadleśnictwo Krościenko.
Jeszcze kilkadziesiąt metrów i stajemy na zachodnim, widokowym wierzchołku Lubania. Znajdujący się tutaj Krzyż Papieski ufundowali mieszkańcy okolicznych wiosek. Wspaniale prezentuje się dziś Jezioro Czorsztyńskie z górującymi nad nim Tatrami. Po duższym odpoczynku schodzimy do bazy, gdzie podbijamy nasze książeczki GOT stosowną pieczątką i rozpoczynamy zejście niebieskim szlakiem w kierunku Wdżaru. Ścieżka, prowadząca głównie lasem, po kilkudziesięciu minutach wyprowadza nas na pola i łąki przełęczy Dzyślawa, skąd podziwiamy rozległe panoramy na Pieniny, Tatry i znajdujący się tuż obok Wdżar. Jeszcze kilkanaście minut i jesteśmy, ku radości Lenki, przy torze kolejki górskiej "Alpine Coaster".


statystyki