Na karplach wokół Śnieżnicy

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: wtorek, 03, luty 2015 13:28
  • eR.

Oto kolejna, prawie bezśnieżna zima. Okolice Krakowa jedynie muśnięte śnieżnym językiem, może w Wyspowym znajdę warunki do użycia jakże zaniedbywanych ostatnimi czasy karpli.
Startuję z parkingu obok dolnej stacji narciarskiej "Śnieżnica" i od razu kieruję się na lewą stronę nartostrady. Warunki na ścieżce dość obiecujące - 30 do 40 centymetrów śniegu. Bez dłuższego zastanawiania się, tuż obok ściętych drzew, ubieram rakiety i zagłębiam się w las na skraju trasy zjazdowej.
Podejście daje się we znaki, to standard w Beskidzie Wyspowym. Aż do górnej stacji wyciągu, po prawej stronie za drzewami, towarzyszą mi przemykający narciarze oraz odgłos pracujących armatek śnieżnych. Po lewej zaś spostrzegam niewielkie stado saren. Zwierzęta zwinnie umykają w górę stoku. W połowie podejścia podchodzę na skraj trasy zjazdowej by uwiecznić sylwetki Wierzbanowskiej Góry i Lubomira, gubię też gdzieś okulary przeciwsłoneczne.
Górną stację wyciągu wieńczą drewniane ławeczki oraz tablica opisująca znajdujący się we wschodniej części szczytu rezerwat przyrody "Śnieżnica". Jest to rezerwat leśny, utworzony w celu ochrony dobrze zachowanego fragmentu naturalnego lasu bukowego oraz rzadkich elementów fauny i flory. Na jego teren można dotrzeć idąc na wschód nieoznakowaną ścieżką z najwyższego wierzchołka góry.
W tym miejscu znakowane szlaki dają nam dwie możliwości: można podejść niebieskim w stronę szczytu, lub odbić nieco w prawo i zejść zielonym szlakiem w kierunku Młodzieżowego Ośrodka Rekolekcyjnego. Ja postanawiam zrobić pętlę prawoskrętną, zgodną z ruchem wskazówek zegara. Odcinek od końca wyciągu do głównego wierzchołka zwanego "Na Budaszowie" nie jest już tak stromy, ale dziś zalega na nim wyjątkowo dużo śniegu, z czego akurat bardzo się cieszę. Miły spacer na rakietach przez tak bajkową scenerię jest czystą przyjemnością.
Docieram na szczyt, znajduje się tu duży, drewniany krzyż, stoły, ławeczki oraz charakterystyczny kamień graniczny z 1789 r., na którym można dostrzec napis odnoszący się do Stanisława Małachowskiego, marszałka Sejmu Czteroletniego. Z powodu dużej ilości śniegu nie mogę go dziś odnaleźć. Widzę za to oznaczenia nowego, czarnego szlaku prowadzącego z wierzchołka przez Pieninki Skrzydlańskie i Porąbkę do Skrzydlnej. Tej ścieżki na pewno nie było gdy bawiłem na Śnieżnicy ostatnim razem - w styczniu 2013 roku. Po krótkim odpoczynku schodzę ścieżką w kierunku Przełęczy Gruszowiec.
Ten odcinek jest mi dobrze znany, pokonywałem go dwa lata wstecz lecz w odwrotnym kierunku idąc z Przełęczy Gruszowiec na szczyt Śnieżnicy. Szczególnie zapadł mi w pamięci bar na przełęczy, tuż przy szlaku, o oryginalnej nazwie "Pod Cyckiem". Trzeba będzie kiedyś wstąpić...
Schodzę aż do niewielkiej polanki ze stacjami drogi krzyżowej i odbijam od znakowanego szlaku nieco w prawo - leśna dróżka skrótem doprowadzi mnie do zielonych znaków prowadzących do Ośrodka Rekolekcyjnego. Ponieważ obiekt jest całoroczny i można do niego dojechać samochodem, na tej części szlaku droga jest odśnieżona. Centrum ma ciekawą historię którą przedstawiam poniżej.
Wszystko zaczęło się z inicjatywy Sodalicji Mariańskiej – rzymskiej organizacji katolickiej powstałej w XVI w. W Polsce organizację tę założył ks. Józef Winkowski, zakopiański katecheta, który przybył do stolicy Tatr w celu poprawy zdrowia, a po wybuchu I wojny światowej został tam na znacznie dłużej.
Winkowski pracując w zakopiańskim gimnazjum zdawał sobie sprawę z niezbyt dobrego stanu zdrowia młodzieży, co uzasadniało potrzebę budowy ośrodka służącego jako miejsce dla wypoczynku ciała i ducha młodych ludzi. O możliwości wykupienia lasu na stokach Śnieżnicy poinformował księdza Winkowskiego jego przyjaciel ks. Józef Stabrawa, będący wówczas proboszczem w Mszanie. Nie chodziło wyłącznie o las, a raczej o znajdującą się w nim polanę z wydajnym źródłem, razem  aż 180 morgów, czyli niemal 100 hektarów. Ks. Winkowski kupił to wszystko za ogromną wówczas sumę 50 000 zł i szybko rozpoczęto prace budowlane. Do połowy czerwca 1930 r. stały już dwa schroniska barakowe, z których jedno przeznaczono na tymczasową kaplicę. W tym roku odbył się także pierwszy obóz. W obozach trwających 4 tygodnie uczestniczyli chłopcy, uczniowie ostatnich klas gimnazjum maturalnego. W programie pobytu, poza udziałem w wycieczkach krajoznawczych, grach i zabawach oraz korzystaniu z basenu kąpielowego znajdowały się także dwie godziny pracy fizycznej dziennie (praca na rzecz ośrodka).
Poza wypoczynkiem i powrotem do pełni zdrowia, funkcjonowaniu kolonii przyświecał jeszcze jeden cel – integracja. Księdzu Winkowskiemu bardzo zależało na tym, aby na Śnieżnicę przyjeżdżała młodzież z całej Polski, a więc z terenu trzech różnych zaborów. Do wybuchu II wojny światowej odbyło się 19 turnusów, w których uczestniczyło ponad 500 chłopców z całej Polski. Wojna przerwała działalność ks. Winkowskiego, lecz sam ośrodek nie uległ zniszczeniu. Po okresie okupacji Sodalicja została zdelegalizowana, a Śnieżnicę przejęła w dzierżawę YMCA - Stowarzyszenie Chrześcijańskie Młodzieży Męskiej (w zamian remonty i utrzymanie budynków). Kolejne zmiany zarządców spowodowały zupełną dewastację, a w konsekwencji groźbę zamknięcia i zburzenia ośrodka na Śnieżnicy. Ostatecznie zdecydowano jednak o remoncie, a po zmianie ustroju reaktywowana Sodalicja wystąpiła o zwrot utraconej własności. Dwa lata starań, zaowocowały powrotem mienia do rąk organizacji, odzyskano jednak tylko 3 ze 100 hektarów. Sodalicja odzyskała budynki, jednak za wyposażenie trzeba było już zapłacić. Od tej pory ośrodek wykorzystywany był w celach turystycznych, jednak zdarzało się, że zaglądały tu grupy prowadzone przez księży, którzy po cichu odprawiali mszę. Ponieważ znajdująca się tu kaplica została przeniesiona w 1968 r. do Raby Niżnej, jej funkcję zaczęła pełnić świetlica. Budowę obecnej, czwartej z kolei kaplicy rozpoczęto latem 1999 r. Prace kamieniarskie i ciesielskie wykonywali mistrzowie z Podhala. Wewnątrz znalazł się przywieziony z Watykanu obraz Matki Bożej Śnieżnej, dar od Ojca Świętego Jana Pawła II, a także przedwojenne tabernakulum. Na mniejszej wieży kaplicy znajduje się dzwon – sygnaturka nazwany imieniem Tadeusz.
Za ośrodkiem znika ingerencja ludzka w utrzymanie drogi i mogę ponownie założyć rakiety śnieżne. Po krótkim trawersie stoków góry, melduję się na górnej stacji i rozpoczynam zejście trzymając się swoich śladów. Ta strategia przynosi zamierzony skutek - w zaspie odnajduję zgubione przy podejściu okulary przeciwsłoneczne i bez przygód docieram do Samuraja. Pierwsze "rakietowanie" A.D. 2015 stało się faktem!


statystyki