Beskidzkie Wyspy I - Ostra-Jasień-Ćwilin

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: poniedziałek, 18, maj 2015 13:15
  • eR.

Wiosną 2014 roku wyznaczony został Główny Szlak Beskidu Wyspowego (GSBW) - nieregularna, ponad trzystukilometrowa pętla prowadząca przez więkoszość szczytów i miejscowości tego obszaru. Inicjatywie mającej popularyzować turystykę w tym paśmie górskim patronuje kilkanaście gmin i organizacji, a zachęcać do wędrówek mają dodatkowo odznaki górskie przyznawane za przejście całości bądź fragmentu szlaku.
Samo powstanie takiego szlaku, to moim zdaniem dobra idea, zupełnie zaś osobną kwestią jest sposób poprowadzenia ścieżki. Spore fragmenty wiodą asfaltowanymi drogami po których wędrówka sama w sobie jest dość nużąca. Usuwanie się sprzed kół pędzących dostawczaków przeplata się z walką o ocalenie własnych łydek przed zębami wiejskich kundli bezpańsko grasujących w okolicach przydrożnych podwórek.
Kolejna rzecz to oznakowanie, a w zasadzie to jego brak na pewnych odcinkach drogi. GSBW nie ma swojego indywidualnego, kolorystycznego oznaczenia, to zlepek istniejących wcześniej szlaków połączonych kilkoma nowymi fragmentami. Pułapek jest sporo, zapraszam choćby do płynnego przejścia zielonego odcinka z Mszany Górnej przez Ogorzałą, Ostrą do Wilczyc. Życzę powodzenia!!
Jest sporo do poprawy, ale nie od razu Rzym zbudowano, koniec tego narzekania, ruszamy na pierwszą, małą pętlę w Beskidzkie Wyspy!
Mszana Górna, kierunek Łostówka, tuż obok przystanku PKS odnajduję zielone znaki łączące Lubogoszcz z Jasieniem. Powyżej zabudowań przysiółka zaczyna się uczta dla oczu. Rozległe pola i łąki, pokryte wczesną, wiosenną szatą, otwierają piękne panoramy na północną część pasma: Luboń Wielki, Szczebel, Lubogoszcz.
To bardzo widokowy odcinek i choć oznaczenie jest kiepskie, to niesposób się zgubić - na tak otwartych przestrzeniach wystarczy obrać azymut na najwyższe wzniesienie którym jest Ogorzała, i tam poszukać zielonych znaków. Gdy ścieżka za amboną zagłębia się w szczytowy las pojawiają się pierwsze problemy - dziesiątki powalonych drzew blokuje szlak i trzeba poświęcić sporo czasu i wysiłku by te przeszkody ominąć.
Wiatrołomy towarzyszą mi aż do zejścia z Ostrej, sam wierzchołek tej ostatniej góry został wręcz ogołocony z lasu. Widać że prace porządkowe przy drewnie z tej strony masywu już się rozpoczęły, ale przed drwalami jeszcze sporo roboty. Podczas zejścia w kierunku Wilczyc gubię znaki i docieram do drogi gminnej około kilometra na zachód od właściwego miejsca (przecięcie szlaku z drogą jest tuż przy dużym, góralskim domu z bali). Mój wzrok zbyt mocno przykuwała panorama na Mogielicę, Krzystonów, Jasień i Kiczorę, stąd powstała ta sytuacja.
Za drogą gminną przez widokowe łąki docieram do granicy lasu w masywie Kiczory. Trawersuję wierzchołek i moim oczom ukazuje się dość obszerna hala z drewnianymi ławeczkami, stołem, bujanym hamakiem i metalowym grillem. To Polana Folwarczna, idealne miejsce na weekendowe pieczenie kiełbasek z widokiem na górskie wyspy. Odpoczywam chwilę ciesząc wzrok rozległą panoramą.
Kolejne kilkanaście minut marszu wyprowadza mnie na Polanę Łąki położoną na zachodnich stokach Jasienia. Stąd widok jest jeszcze bardziej szeroki, ale czując bliskość szczytu napieram dalej. Za kilka chwil, gdy szlak osiągnie 1052 m n.p.m., na południowym horyzoncie pojawią się ONE...
Gdy tylko ich zarys pojawia się w bliższej lub dalszej perspektywie, nie mogę wręcz oderwać wzroku od tej monumentalnej, strzelistej masy skalnej, wyrastającej nagle z Podtatrza.
Polana Skalne na Jasieniu to jedna z trzech moich ulubionych hal w Beskidzie Wyspowym. Konkuruje o prym z Halą Stumorgi oraz Polaną Michurową. Na Hali Skalne jest jedyny w Wyspowym, czynny szałas pasterski, wyremontowany przez Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Katowicach, i udostępniony turystycznie. To nie lada gratka dla wytrawnych wędrowców, tym bardziej że kilkanaście metrów od chatki znajduje się czynne źródło z czystą wodą.
Po odpoczynku na ławeczce przy kapliczce na Kutrzycy, ruszam żółtym szlakiem w stronę Polany Wały i schodzę zielono znakowanym łącznikiem do wsi Półrzeczki. By dotrzeć do ścieżki prowadzącej na Ćwilin muszę przejść kilka kilometrów drogą gminną do Jurkowa. Na tym odcinku jedynym, ciekawym obiektem jest "Mayerówka", stara, drewniana chata znajdująca się jeszcze w obrębie zabudowań Półrzeczek.
Na skrzyżowaniu w Jurkowie odnajduję żółte (i równocześnie jest to niebiesko znakowana trasa) znaki prowadzące pomiędzy wiejskimi zabudowaniami w stronę wschodnich stoków Ćwilina. Pierwszy kilometr to delikatne nabieranie wysokości szeroką, polną drogą wśród pół i łąk, lecz gdy tylko szlak zagłębia się w las robi się naprawę stromo. Nie jest to co prawda nachylenie takie, na jakie możemy trafić od strony Przełęczy Gruszowiec, ale i tak stromizna daje porządnie w kość. Przy ławeczkach we wschodniej części Polany Michurowej odpoczywa dwoje turystów racząc się widokiem na Tatry, ja na miejsce swojego postoju wybieram zachodnią część, nieopodal znajdującego się tutaj ołtarza milenijnego. Przy kępie buków, obok ołtarza znajduje się kapliczka której historia sięga lat 40-tych XX wieku. Jej dzieje wyryte są na drewnianej płycie przytwierdzonej do jednego z drzew. Nieopodal szlaku, przy drewnianej ławie, siedzi samotna dziewczyna. Ta trójka turystów to jedyne osoby jakie spotkałem podczas mojej 35 kilometrowej wędrówki.
Kolejny etap trasy musi mnie doprowadzić do Mszany Górnej gdzie zostawiłem auto, decyduję się na kontynuację wędrówki żółtym szlakiem przez Czarny Dział i zejście do przysiółka Wojtyczki. W ten sposób zamykam pełną pętlę po beskidzkich wyspach, zdobywając przy okazji 40 pkt. do odznaki GSBW.


statystyki