In monten Gorcz

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: poniedziałek, 10, listopad 2014 12:53
  • eR.

Gorce to jedno z najstarszych, opisanych pasm górskich w Polsce. Nasz słynny kronikarz, Jan Długosz w jednej ze swoich XV-wiecznych publikacji pisze łaciną "In monten Gorcz" - po górach Gorcz, używając już wówczas obecnej nazwy łańcucha. Pora na kolejną wycieczkę, tym razem przez północne hale Gorców.
W zasadzie to miałem pojechać w Tatry, ale nie byłem tak do końca pewny dobrej pogody na tym obszarze. Prognozy dawały większą szansę na słoneczny dzień na Podhalu. Zamieniłem więc rano plecaki biorąc mniejszy i wyruszyłem w drogę nieświadomy tego, iż pewien jakże istotny w jesiennych warunkach drobiazg został w większym plecaku.
Dojeżdżam do Lubomierza i przed trzecim mostem na Mszance skręcam w prawo na przysiółek Nowaki, gdzie zaczyna się czarny szlak na czwarty, co do wielkości szczyt Gorców - Kudłoń. Jadę nieco na prawo od znakowanej ścieżki, wzdłuż potoku Rychłów, aż na ostatnią polanę na północnych stokach Kiełbaśnej. Granica Parku Narodowego przebiega znacznie wyżej, więc mogę zupełnie legalnie skorzystać z górskiej, kamienistej drogi prowadzącej pod samotny szałas na niewielkiej polance.
Idąc dalej leśną drogą docieram od zachodu do Polany Jastrzębie, gdzie odnajduję czarne znaki szlaku. Hala kiedyś intensywnie wypasana a nawet uprawiana, obecnie stopniowo zarasta lasem i borówczyskami. Póki co, jest świetnym miejscem widokowym na szczyty Beskidu Wyspowego z Mogielicą na czele. Siadam na leżącym przy ścieżce wielkim pniu, jest godzina 9.30 rano i mam przed sobą cały, pogodnie zapowiadający się dzień.
Północne stoki Kudłonia są największym skupiskiem wychodni skalnych w paśmie gorczańskim. Gdy zagłębiam się w las powyżej polany, a szlak zaczyna ostro się wznosić, przy ścieżce pojawia się pierwszy, duży ostaniec. Najciekawsza skała znajduje się jednak wyżej, przed Polaną Kudłoń. Stosowna tabliczka informuje mnie, iż znalazłem się w okolicy tej niezwykłej formy skalnej, której zarys przebija się zza wiatrołomów.
To Kudłoński Baca, kilkunastometrowa, piękna, piaskowcowa skała przy której warto się zatrzymać na kilka chwil. To kolejny przykład, jakie cuda potrafi wyrzeźbić natura swoimi rękami. Spod ostańca roztacza się ładny widok na polany wierzchołkowe leżących na zachodzie szczytów: Turbaczyka i Kopy.
Zaraz za "skamieniałym bacą" ławeczka pod tablicą informacyjną na Polanie Kudłoń zachęca do odpoczynku. Nie korzystam z tego zaproszenia i wędruję na szczyt najwybitniejszej, gorczańskiej góry. Całkowicie zalesiony wierzchołek zwieńczy słupek pomiarowy oraz dwa krzyże: drewniany i metalowy, poniżej zaś, już od południowej strony znajduje się węzeł szlaków. Na nim skręcam w lewo, na żółtą ścieżkę w kierunku Gorca Troszackiego.
Po kilku minutach wędrówki w miarę płaskim terenem osiągam polanę otaczającą wierzchołek Gorca Troszackiego, gdzie mijam się z pierwszymi, spotkanymi dziś turystami. Z tego miejsca bardzo dobrze widać Halę pod Jaworzyną Kamienicką z jej Bulandową Kapliczką, tudzież szczyty Tatr Wysokich. Jest godzina 11.10, pojawia się również czworonożny wędrowiec w postaci sympatycznego kundelka, a po chwili również jego właściciele, którzy na ławeczkach zasiadają na dłuższy odpoczynek.
Ja swoje kolejne kroki stawiam na zielonym szlaku sprowadzającym do doliny Kamienicy. Na tym obszarze doszło do powierzchniowego zamierania drzewostanu, całe połacie lasu zamieniły się w obumarłe i połamane kikuty. To efekty działania kornika drukarza, chrząszcza związanego ze świerkiem, któremu sprzyjały warunki klimatyczne ostatnich kilku lat. Na odnowienie naturalne tego terenu przyjdzie nam poczekać jakiś czas.
Idąc tą trasą przechodzi się przez Polanę Stawieniec, na której znajdują się dwie bacówki, a tak w ścisłości to jedna odbudowana i pozostałości po drugiej. Wewnątrz odbudowanego szałasu można zaobserwować część roboczą, w której znajduje się wyłożone płaskimi kamieniami palenisko, w którym warzono mleko na ser, a także stół i dwie ławy. Część mieszkalna posiada powałę z desek. Hala ma również gospodarczą przeszłość. Przed II wojną światową powstało tutaj wzorcowe gospodarstwo halne zajmujące się hodowlą bydła.
Inny rozdział historii związany jest z działalnością partyzancką w tym rejonie. W połowie lipca 1943 roku utworzony został przez por. Władysława Szczypkę „Lecha”, pierwszy oddział partyzancki AK w Gorcach. Na jego bazę wybrane zostały szałasy pasterskie oraz wspomniany wyżej budynek gospodarstwa wzorcowego. Po tragicznej śmierci „Lecha” (28 września 1943) oddział opuścił Stawieniec i do późnej jesieni stacjonował w szałasach z gałęzi lub pod brezentowymi namiotami, m.in. w rejonie tzw. Czerwonego Gronia pod Turbaczem.
Po dotarciu na dno doliny kieruję się niebieskim szlakiem papieskim w stronę "Papieżówki" – szałasu, w którym przez dwa tygodnie sierpnia 1976 roku mieszkał podczas swoich wędrówek Karol Wojtyła. Na wysokości chatki odbijam w prawo na leśną ścieżkę prowadzącą w kierunku Polany Ustępne.
Sięgnijmy znowu do czasów II wojny światowej. Pierwszą zorganizowaną grupą, zmuszoną do ukrywania się przed Niemcami w gorczańskich lasach, była grupa braci Giełdczyńskich z Ochotnicy. Chociaż początkowym ich celem nie była walka zbrojna z okupantem, już jesienią 1939 roku rozpoczęli gromadzenie broni, zbieranej głównie z „wrześniowych” pól bitewnych. Działania te spowodowały wkrótce represje ze strony Niemców i konieczność ucieczki w góry. Na miejsce schronienia wybierane były przez nich szałasy pasterskie oraz schronisko turystyczne położone w paśmie Lubania. Korzystali także z budynków gospodarstw wzorcowych na polanie Gorc Kamienicki i Ustępne.
Hala Ustępne stała się również miejscem stacjonowania partyzantki sowieckiej. 29 września 1944 roku na Jaworzynie Kamienickiej wylądował 11-osobowy desant spadochronowy mjr. Iwana Zołotara „Artura”, który na bazie już istniejących oddziałów sowieckich stworzył duże zgrupowanie partyzanckie. Pierwszy obóz zgrupowania „Orle Gniazdo” założony został w masywie Kudłonia. Następnie przeniesiono go do budynku gospodarstwa wzorcowego na polanę Stawieniec. W swoich powojennych wspomnieniach Zołotar nazwał go „Belwederem”, doceniając w ten sposób jego piękną architekturę i walory użytkowe. Z końcem października założony został nowy obóz na polanie Ustępne. Partyzanci zamieszkali w szałasach, ziemiankach oraz w budynku gospodarstwa wzorcowego. Po niemieckim bombardowaniu polany, które miało miejsce 2 grudnia 1944 roku, oddział wycofał się do wsi Zasadne, pozostając w niej aż do nadejścia Frontu. Dziś tamte wydarzenia upamiętnia drewniany krzyż partyzancki na skraju łąki.
Na wierzchołku Gorca Kamienickiego melduję się o godzinie 13.55 i po chwili schodzę na malowniczą polanę na północnych stokach góry. Mieszczą się tu dwie prywatne bacówki, nieopodal znajduje się źródło wody pitnej zwane "Do Smoka" (przy szlaku są kierujące do niego strzałki), a polana należy do najwybitniejszych pod względem widokowym. Podobnie jak na innych halach, także i tu powstał przed II wojną doświadczalny ośrodek Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego. Niezwłocznie ruszam przez Świnkówkę w stronę osiedla Rzeki, by po dotarciu do przysiółka skręcić w głąb doliny. W okolicach Trusiówki rozgrzewam się ostatnimi kroplami herbaty z sokiem i wiśniówką, zdając sobie sprawę z tego, iż nie będę w stanie wrócić przed zmrokiem do auta. I tu okazuje się, że czołówkę zostawiłem w dużym plecaku! Wizja chodzenia po nocy zmusza mnie do niezwykle szybkiego pokonania ścieżki dydaktycznej prowadzącej spod Trusiówki na Polanę Podskały, gdzie docieram o godzinie 16.05 przy ostatnich zorzach zachodu słońca.
W miarę sprawnie pokonuję odcinek graniowy aż do Kudłonia, po czym już w zupełnych ciemnościach rozpoczynam zejście czarnym szlakiem w kierunku Lubomierza. Wędrówka przez otwartą przestrzeń nie jest jeszcze tak problematyczna jak schodzenie przez las, gdzie muszę wspomagać się oświetlaniem terenu przed sobą telefonem komórkowym. Na wszelki wypadek kontaktuję się telefonicznie z Agnieszką informując ją o sytuacji - jeżeli rozładuje mi się bateria w komórce nie będę w stanie szybko zejść na dół, a być może nawet będę zmuszony przeczekać do świtu gdzieś na ramieniu Bukowina. Nie ryzykuję szukania leśnej ścieżki prowadzącej do auta, lecz schodzę cały czas czarnym szlakiem - w ciemnościach kamienie, którymi wyłożona jest droga mają jaśniejszy odcień i są moim drogowskazem. Po niezwykle długiej godzinie las kończy się i pojawiają się pierwsze światła odległych jeszcze zabudowań osiedla Nowaki. Ujadające psy witam jak zbawienie, a przy jednym z pierwszych domów spotykam sympatyczną kobietę z nastoletnią córką, którą dopytuję o kierunek, w jakim mam się udać, aby dotrzeć do pozostawionego gdzieś nad przysiółkiem auta.
Po chwili zaczynam rozpoznawać otoczenie i wiem, że za 15 minut powinienem osiągnąć polankę służącą mi za parking. Gdy już zjeżdżam Samurajem w stronę drogi asfaltowej ponownie spotykam poznaną wcześniej mieszkankę Lubomierza, która w obawie o moje dalsze losy postanowiła sprawdzić czy aby znalazłem swój samochód. Dziękuję za troskę, podwożę ją wraz z córką do domu i wracam do Krakowa.
Hale, przez które prowadziła moja trasa:

  • Polana Jastrzębie
  • Polana Kudłoń
  • Hala Gorc Troszacki
  • Polana Stawieniec
  • Polana Ustępne
  • Hala Gorc Kamienicki
  • Polana Świnkówka
  • Polana Trusiówka
  • Hala Podskały

statystyki