Trójstyk graniczny

  • Kategoria: Beskidy
  • Opublikowano: sobota, 05, kwiecień 2014 12:23
  • eR.

Gdy docieram po prawie 4 godzinach jazdy z Nowego Sącza na Przełęcz Wyżniańską, niebo nad połoninami zaczyna powoli gasnąć. Parkuję powyżej dużego parkingu na przełęczy, tuż przed szlabanem na drodze do schroniska Pod Małą Rawką. Rozmawiam chwilę ze strażnikami granicznymi będącymi w okolicach na rutynowym patrolu i „na lekko” ruszam na mały rekonesans do schroniska, gdzie wita mnie sympatyczny, wielki, owczarek podhalański.
Nie planuję noclegu w tym miejscu, wcześnie rano mam w planie wymarsz na wschód słońca na Małą Rawkę. Stąd pomysł krótkiego noclegu w aucie i wymarsz na szlak około godziny 4 rano. Schodzę na dół na parking i przygotowuję sobie nocleg – składam tylne kanapy, zwijam roletę i mam już 1,8 m długości legowisko wyłożone wygodną, składaną karimatą. Siadam jeszcze na kilkanaście minut na ławeczkach przy drewnianym stole, aby popatrzyć na gasnące zorze zachodzącego słońca.
Niebo pod koniec dnia trochę się zachmurzyło i spektakl nie jest tak widowiskowy jak zakładałem. Mam tylko nadzieję, że jutro pogoda dopisze. Temperatura spada i obawiam się czy aby posiadana przeze mnie Lafuma Trek1000 spełni dostatecznie swoje zadanie. Przed wskoczeniem w śpiwór nagrzewam porządnie wnętrze auta i włączam cicho radio. Niebo rozpogadza się niesamowicie – przy braku sztucznego oświetlenia migoczące gwiazdy są niemal na wyciągnięcie ręki. Spoglądam na nie - czy gdzieś tam, daleko w górze, wśród tego gwiezdnego pyłu, jest ktoś, kto spogląda w naszym, ziemskim kierunku? Może istnieją gdzieś  zupełnie obce nam góry i wniesienia na które nieznane nam byty wspinają się równie chętnie jak my?...
Długo nie mogę zasnąć, w programie 1 PR prezentują się trzy śpiewające Panie F: Ella Fitzgerald, Helen Forrest, Connie Francis w nocnej audycji Dariusza Michalskiego w cyklu pt. „Tak było”. Wreszcie zmęczenie bierze górę i zapadam w sen.
Budzę się, gdy niebo na wschodzie już jaśnieje. Szybko  jem niewielkie śniadanie i wyruszam na pokryty porannym przymrozkiem szlak. Jest to o tyle wygodne, że wszędobylskie, wiosenne błoto jest zamarznięte i wędrówka nie jest tak uciążliwa. Zatrzymuję się na ozdobionym stacją meteo, niewybitnym Wierchu Wyżniańskim skąd rozpościera się piękna panorama na połoniny: Wetlińską i Caryńską. Powyżej schroniska szlak zagłębia się w las nabierając równocześnie ostrego nachylenia. Aż do wierzchołka Małej Rawki ta stromizna daje się mocno we znaki przypominając nieco mój ulubiony Beskid Wyspowy. Niestety słońce już jest nad horyzontem, nic nie będzie z zaplanowanego wschodu na szczycie.
Wyrównuję oddech na ławeczkach stojących na mniejszej z Rawek, czeka mnie teraz przejście bardzo widokowego odcinka łączącego oba bliźniacze szczyty, w dodatku idzie się tu krótką chwilę przez najwyżej położony las w polskiej części bieszczadzkiego pasma. Już z Małej Rawki widać wyróżniający się filar na jednej z kumulacji drugiego szczytu. To dawny, betonowy słup geodezyjny. W jego okolicach wznosi się charakterystyczna dla bieszczadzkich gór wychodnia piaskowca a kilkaset metrów dalej szlaki rozchodzą się w trzech kierunkach.
Z wierzchowiny Wielkiej Rawki widać rozległą panoramę obejmującą Bieszczady Wschodnie (Pikuj), słowacki Wyhorlat, okolice Tarnicy i połoniny mieszczące się po północno-zachodniej stronie góry. Stąd mam już tylko 45 minut do pierwszego celu na dziś - Krzemieńca leżącego na trójstyku granicznym Polski, Słowacji i Ukrainy. Zaraz po zejściu ze szczytu pojawiają się pierwsze tablice informujące o przebywaniu w strefie przygranicznej a wraz z nimi słupy graniczne: lśniące świeżością biało-czerwone, i nieco już zaznaczone zębem czasu żółto-niebieskie. Sprawdziłem: nasze sprytnie zrobione są z plastiku, ukraińskie - tradycyjnie betonowe.
Kremenaros zachodni wita mnie granitowym obeliskiem symbolizującym trójstyk granic. Mam nadzieję że nic się w tej materii w następnych latach nie zmieni i nie zobaczymy w tym miejscu symbolu dwugłowego orła zamiast złotego trójzębu.
Pierwotnie miałem zamiar kontynuować wędrówkę robiąc pętlę nad doliną Górnej Solinki, idąc grzbietem przez Czerteż, Riabą Skałę do Wetliny i poprzez Dział wrócić na Małą Rawkę. Ciekawił mnie zwłaszcza punkt widokowy na Riabej Skale z widokiem na słowacką część Bieszczadów. Odpoczywając na Krzemieńcu zweryfikowałem trasę wycieczki odkładając pierwotny plan na inny termin. Będąc jeszcze na Rawkach uwagę moją przykuła rozciągająca się po drugiej stronie Przełęczy Wyżniańskiej Połonina Caryńska. Wyprawa na nią wiązała się co prawda z koniecznością powrotu na przełęcz taką samą drogą jak trasa wejściowa, lecz walory widokowe jakich spodziewałem się na grani połoniny nakłoniły mnie aby wejść na ten masyw.
Nie śpiesząc się zanadto wróciłem na parking i przecinając drogę 897 wtargnąłem w borówczyska porastające południowe stoki połoniny. Podejście jest dosyć strome, dwukrotnie szlak przecina połacie lasu, gdzie ścieżka uregulowana jest drewnianymi, dosyć stromymi schodkami. Ostatni fragment trawersuje stok ku północnemu-wschodowi i grzbiet pasma osiąga się kilkaset metrów na prawo od wierzchołka Połonimy Caryńskiej. Na grani, pomimo słonecznej pogody, zmuszony jestem ubrać czapkę i rękawiczki z którymi zdążyłem już się pożegnać w trakcie schodzenia z Krzemieńca. Mijając po drodze wychodnie skalne docieram do szczytu, są tutaj przyjemnie rozmieszczone ławeczki, a że jestem tu jedyną osobą, mogę wybrać te najbardziej atrakcyjnie umiejscowione, osłonięte od wiatru skałą i skierowane na południe, w stronę pasma Rawek.
Odpoczywam w towarzystwie wspaniałych panoram: na wprost ozdobione resztkami śniegu Rawki, po zachodniej stronie wierzchołki Połoniny Wetlińskiej z migoczącym w słońcu dachem schroniska, na wschodzie pasmo Bukowe Bredo, Tarnica i ukraińskie góry. Jakże miło byłoby spędzić tu więcej czasu, poczekać na zachód słońca i w towarzystwie gwiazd wsłuchiwać się w odgłosy żyjących własnym czasem muraw alpejskich.